Hello, world. I’m back.

News1Od dłuższego czasu nosi mnie, żeby coś napisać, ale cóż to można dodać do naszej nowej, lepszej, rzeczywistości? To, co nawet rok temu wywołałoby salwę śmiechu, teraz śmieszne nie jest. Primaaprilisowy żart – sprawdzam następnego dnia, bo kilka ostatnich miesięcy nauczyło mnie, że nie ma takiego idiotyzmu i takiej paranoi, której obecny obóz rządzący by nie wprowadził. I będę się jak głupi śmiał z dziwnego newsa w telewizji, a tu się okaże, że to wcale dowcip nie był. No i jak to napisać coś zabawnego?

Życie toczy się dalej. Codzienna droga do fabryki jest codzienną drogą do fabryki – jeno współpasażerowie się zmienili. Pamiętacie Jezuskową? (tutaj o niej pisałem). Niedługo chyba na „dzień dobry będziemy”. Krzyża nie widać jeszcze (nie ta pora roku), ale już widzę, że kobieta się powoli szykuje na prezentację precjozów. Chłopak ze znamieniem jeździ teraz w drugą stronę (szczęśliwy, robotę pewnie zmienił) -widuję na przystanku, dziewczynka chyba się obroniła, bo już jej nie widuję. Prawie codziennie siedzę koło starszego pana z książką – pan chyba bardziej jest na czasie z literaturą niż ja – fantasy jakieś czyta Michaela J. Sullivana (tak, naprawdę siedzę obok…), dziewczęcia w wieku gimnazjalnym, które się do mnie uśmiecha (może perwersyjnie lubi starszych, łysych panów), stada kolegów rzeczonego dziewczęcia (całe szczęście na dwa ostatnie przystanki wsiadają – hałaśliwa zgraja) oraz chłopca z twarzy podobnego zupełnie do mnie. Tak „jakiś czas temu” bym powiedział, ale chyba sam to niejakie podobieństwo fizyczne zauważył, bo na początku lampił się na mnie strasznie. Oprócz niejakiego fizjologicznego punktu wspólnego – chłopiec pewnie należy do tych, co się z niego na uczelni naśmiewają (domniemanie takie, że student). Zimą padałem ze wzruszenia, jak w trampkach w mróz wychodził ze skarpetkami takimi pod kostkę i kusą kurteczkę – trendy zapewne. Kurwa, ze też ludzie sami sobie takie koszmary stwarzają w imię „lepszego wyglądu”.

W fabryce jak to w fabryce. Mało kto wie co się dzieje, każdy coś od każdego chce, polowanie na czarownice pełną gębą. (Żeby nie było, tekst z czarownicami to autorstwa szefowej mojej) Team mi się zmienił, a może nie tyle zmienił, co rozrósł – część niemiecka pożegnała się z projektem, za co otrzymałem nowe, świeże korporacyjne mięso do wyuczenia. I tak wciąż mało. Ale wiecie jak to jest w korpo, co nie? Z raportów wychodzi, że średnio jedno zadanie robi się tyle a tyle, zadań jest tysiąc-ileś, wydajność ma być tyle procent a tyle, dzielone przez ilość zmian w miesiącu… i wychodzi tak, że rozdaję nadgodziny jak głupi prosząc się chłopaków (tak wyszło że nas jest kilkunastu chłopa i ani jednej laski) o każdą dodatkową godzinę. Dziś do pomocy koleżanka z sąsiedniego teamu użyczyła mi dwie dodatkowe ręce, które miały były robić „coś nieskomplikowanego, co nie wymaga wiedzy z zakresu fizyki kwantowej”. No i dostałem chłopca z młodzieży wszechpolskiej (wielkie litery nie przechodzą mi przez klawiaturę). Grzeczny był i robotny w sumie – mam wrażenie, że jego szefowa „udostępniając tego resorsa” dała mu do zrozumienia, że byłoby nierozsądne zaczynać jakiekolwiek tematy śliskie – zwłaszcza, że moje dość światopoglądowo lewicujące poglądy są dość powszechnie znane w firmie. Mało tego, chłopiec ma lekko przesrane, bo nie dość, że firma germańska (a fe!), ludzie z całego świata pracują, gej siedzi obok niego na ołpen spejsie, to już nawet nieliczne pisowskie sympatie są piętnowane społecznie (przy biernym współudziale szefostwa). Młodzież wszechpolska zdaje się być większym tabu niż pedofilia i nekrofilia razem wzięte. Ale, tak właściwie, trzeba być niezłym debilem, żeby się z nazistami po mieście bujać. Prawda?

A co poza tym? Ćwiczę moi drodzy, jak założyłem, wyglądam lepiej niż kiedykolwiek w życiu moim (zawsze byłem albo przeraźliwie chudy, albo dostawałem mięśnia piwnego). Rozrosłem się tak, że nawet rodzina zauważyła, jeszcze trochę a koszule nowe będę kupował… ale do tego daleko. Kontuzja lewego ramienia przypomina sobie po każdym przerzuceniu kilkuset kilo i albo w końcu wybiorę się do lekarza, albo dużo więcej już nie uzyskam w tym temacie. Ból jest na tyle duży, że dość skutecznie zniechęca mnie od ćwiczeń tak częstych jak kilka miesięcy temu. No trudno, przy mojej awersji do lekarzy – jeszcze trochę się pomęczę.

Czytam dużo. No dobra. Czytam więcej. Ostatnio biografie.Nigdy mnie nie ciągnęły, a teraz proszę. Zacząłem od Warhola, później Beksińscy, teraz Dave Gahan. I kto mnie zna, ten powinien wiedzieć, że książkę o Gahanie powinienem łyknąć w dobę nie zważając na styl i treść. A tu zonk. Wokalista rzeczywiście dla mnie absolutnie szczególny, jaki kapela, przy której wyrosłem, ale książka sama… średnia absolutnie… taki trochę rozszerzony opis albumów Depeche Mode z garścią ciekawostek, które można znaleźć w necie… to nie to samo, co czytanie o Warholu – kiedy to śmiałem się i robiłem wielkie oczy ze zdziwienia czytając o tym co, jak i w jaki sposób działo się w Nowym Jorku w latach 70. To nie Beksińscy, których czułem absolutnie namacalnie, widząc obrazy starszego i słysząc audycje młodszego. Te dwie książki napisane były w sposób przenoszący czytelnika wprost i bezpośrednio do życia opisywanych obiektów. Autorzy teleportowali mnie do Sanoka, Warszawy, Nowego Jorku i kilku innych miejsc. Polecam. A w kolejce mam kilka książek Chmielewskiej (wiem, niskie loty artystyczne, ale porcja humoru przeogromna – łykam garściami), „Udław się” Palahniuka, „Battelfront: Kompania Zmierzch” Freeda (z uniwersum Star Wars), „Metro 2033: Piter” (czy aby nie będzie za mroczno w tych tunelach?) i skandynawski kryminał Krefelda „Wykolejony”. Zacząłem nawet czytać w autobusie, a to znaczy, że powoli wracam do czytelniczej formy sprzed lat.

Uczę się! Tak, moi drodzy, uczę się! Zapisałem się na kilka online’owych kursów związanych tak z pracą jak i zainteresowaniami. Tematy ciekawe, a czasem też i przydatne, a i certyfikaty uznanych, amerykańskich uczelni robią wrażenie.

No dobrze, taki to post na rozgrzewkę – następnym razem będzie lepiej!

 

 

 

Czytaj więcej na moim blogu 

Reklamy

6 thoughts on “Hello, world. I’m back.

  1. dee4di pisze:

    Młodzież wszechpolska mówisz? I to koło Niemca i geja? Fajne połączenie. A biografie Warhola to bym chętnie przeczytała

    Lubię to

  2. zimawub pisze:

    No to się toczy życie jak widać. Fajnie…

    Lubię to

  3. jesteś w końcu! Już listy gończe miałam wysyłać.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

perfumomania

subiektywnie i ze szpileczką o perfumach...

JA SKORPION

There is another world, but inside this one, inside me.

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Introweska

Anomalie życiowe

Panna Maruda vs. Świat

Z życia pracoholika. Krytycznym okiem o korporacyjnej egzystencji i wrażliwej duszy poszukującej szczęścia .

Jak napiszę, to będzie

Opowiadania, e-booki, przegląd wydawniczo-kulturalny. Blog Agnieszki Żak

escaape

into another world

Kulturalna szafa

#czytajkulturalnie

pocichutku

.. kilka słów ..

Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Siupster

Uwaga, Wielki Siu pisze!

cmentarzysko dudsów

by Agata Rutkowska

Book Emperor.

czyli teksty od władcy puszczy.

sztuka prostoty

Blog o wnętrzach, o tym jak wpływają na nasze życie, aby stawało się proste i szczęśliwe.

codziennik

notatki. fotografie. myśli

%d blogerów lubi to: