Jak to wakacyjnymi fociami Palp co chwilę w pysk dostaje…

touristsCzerwiec w połowie, lato za oknem. Tak, dla 90% społeczeństwa zaczynają się wakacje. „Wakacje! — with Ania B. and 2 others at Lotnisko Chopina” – grzmią statusy na Fejsuniu – „Goodbye Warsaw! — with Jasiu C. and 6 others at Lotnisko Chopina” – krzyczą inne. Tak, moi Drodzy. Sezon ochów i achów nad przydrożnymi barami, słit fociami z zabytkami w tle i brudnymi dziećmi z indyjskich miast na lirycznych zdjęciach z „Paweł Photography” uważam za otwarty. Przyzwyczajcie się, będzie jedynie gorzej!

Tak szczerze: co czujecie, jak po raz kolejny jednego dnia widzicie posty na fejsuniu z wakacyjnymi mordami uśmiechniętymi od ucha do ucha? Wkurw? Zazdrość? Politowanie? Coś pomiędzy? Bo ja każdego z tych po trochu. Wkurw, bo ile w końcu można oglądać zdjęć z Chorwacji czy innej Hiszpanii. Zazdrość czasem, jak jakieś Borneo czy inna Japonia mi się przed oczami przewija (wiecie, Indie czy Sri Lanka to już tak objechane, że nie ma co wrzucać) i politowanie, bo w jakim stanie trzeba być, żeby wciąż się dowartościowywać wrzucanymi z wakacji fociami? Poza tym… czy naprawdę na wakacjach nie ma nic lepszego do roboty, tylko przeglądanie neta? Teraz znajomym zaraz podpadnę – tym, z którymi razem w Gruzji byliśmy – wiecie co wywoływało największe „Jeeeeeeessst!!!!” w czasie podróży? darmowe wi-fi. Nasze przystanki nie były wymuszone pełnymi pęcherzami czy pustymi żołądkami, o nie! Dostępność sieci – fraza kluczowa. Ale do rzeczy, bo znajomi rzeczeni wiedzą, jaki mam o tego stosunek…

Z dziesięć lat temu śmialiśmy się z Japończyków, którzy wpadali na Stare Miasto w Warszawie, mieli w dupie to, co mówił przewodnik (a nieprawda, zawsze uważnie słuchają) i robili tysiąc fotek, które zalegały w rodzinnych albumach. Ach, jak bardzo lubiliśmy pokazywać swoją wyższość nad tymi „zaliczającymi atrakcję po atrakcji przygłupimi Azjatami nie potrafiącymi z podróży wynieść czegokolwiek, niż parę zdjęć”. I co? Gówno, tacy sami jesteście. Nawet już nie pokazujecie czegoś naprawdę interesującego, czegoś, co by ało do myślenia, czegoś, czego zwykły znajomy (jeden z 534 fejso-frendsów) nie widział w swoim życiu. Jeb! „W Paryżu!!! with Franek G. and 12 others ” (plus 10 emotikonek jak u 12-latki) – nie zgadłbym przecież. Nie na moje progi umysłowe takie podchwytliwe zagadki. Wieża Eiffla stoi przecież także w chińskim Hangzhou. „Śniadanko w Grecji! with Beacia D. and 6 others in Ouranopolis” (Ouranopolis… to dopiero dupa. Już nie „zadupie”, to prawdziwa grecka dupa!”). Na talerzu kawałek słodkiej buły i plasterek fety w oliwie. Żeby chociaż, kurwa, mięsiste ramię ośmiornicy z rusztu! Nie, kurwa, dwa pomidory na krzyż. Jest focia, jest lansik. Nie ważny temat, ważne że zaczekinowane w Grecji. „Właśnie wstaliśmy i myślimy co dziś robić. – with Arlecia H. and 3 others”. Najlepiej zaszyć się w chłodnym zaciszu hotelowego lobby z Ipadem w dłoni i wi-fi wokół. Serio. Można przy okazji wrzucić kilka fotek kawy z hotelowego baru „Kawusia z rana jak śmietana! (obowiązkowa emocia) – with Krzysiu J. and 5 others in Hotel Sultan Pasha Extra Mega Luxus de Lux de Lux All Exkluzif de Lux in Nobody-Knows-Where”. Można też zza winkla zrobić fotę jakiemuś przygłupowi. Ruskiemu obwieszonemu złotem albo Angolowi, który zapomniał, że z jego karnacją to na słońcu max pół godziny, więc wygląda jak parzona kiełbasa. Zdjęcie należy okrasić stosownym komentarzem sugerującym nie tylko grubą bekę z osobnika, ale i ogólną pogardę dla ojczystego języka: „Gruba świnia wróciła z plarzy, a my siem relaxujemy przy kolejnej kawusi with Hania R. and 2 others”. Jeb! Kawusią po oczach, ciachem po pysku i cienkim piwem po ryju. Jeb! Jeb! Jeb! Statuą Wolności, Chińskim Murem, i kolejną świątynią z Półwyspu Dekan. Jeb! Kolejną kawusią z rana, ajranem do obiadu i rumem z colą wieczorem! Jeb! Jeb! Jebuuut! Znacie pewnie tą kategorię fejsbukowych fototurystów, co?

Ale są też zagubieni w gąszczu turystycznych pułapek foto-amatorzy (ooops! Przepraszam, „Mam profil Zdzisiu Photography, jezdem photografem”, nie inaczej). Ci za to, zamknięci za murami wielkiego hoteliska katują pseudoartystycznymi fociami czegokolwiek. Nieszczęsna kawusia z rana: „Śmietanka ułożona jak morska piana… aż żal pić – Krysia Photography in Hotelisko Najgorszego Typu, in Wiochodeniz, Turkey”, następnie, już po kawusi czas na plażę. Najlepiej focia łydek, pozycja na „smutne nóżki”, wiecie, palce obu stóp zbliżone do siebie… całość do połowy w wodzie zanurzona, morska piana malowniczo omywa pięty „Woda, piasek, wakacje… jakbym znów był dzieckiem… – Tomek Photography in Playa la Zadupie” (wielokropek niezbędny, wprowadzający marzycielski ton i złowieszczo obwieszczający ciąg dalszy). Ten jednak (ciąg dalszy rzecz jasna) umili wam Basia de Vegan (czy ktoś podobny) zagłodzonym kotkiem spod kreteńskiej knajpki. „Barbarzyńskie narody nie dbają o kociaczka! Lajkujmy razem i pomóżmy zwierzaczkowi! By Basia de Vegan in Debilopolis, Crete”. Klikamy dla świętego spokoju cierpiąc razem z Baśką za miliony kotów, w tym tych jeszcze nienarodzonych (błąd strategiczny: gdy klikasz algorytm Fejsika rozumie, że bardzo interesują Cię treści danego użytkownika, więc częściej Ci je będzie pokazywać. Ergo: więcej kociaczków i szczeniaczków na Twoim wallu). Wieczór to już „najebałam się znów jak świnia” tudzież wyrafinowane „Piwo, wódka, wino, wszystko all exklusive” (tudzież podobnie, spalone słońcem twarze obowiązkowo fotografowane w przybasenowym barze) wrzucane przez znajomych, którzy pojechali się odchamić. W sensie najebać, spróbować poderwać jakiegoś osobnika płci przeciwnej (albo tej samej, albo równie dobrze trzech naraz, najlepiej każdego innej płci), zachlać jeszcze raz o trzeciej nad ranem, położyć się o 6 – albo usnąć gdzieś po drodze – by wstać o 18 i zacząć przygotowania do następnego party. „Dzisiaj Disco Hollywood! Ole! Ole!” – czytamy już od wczesnego wieczora. Nocka (czasem to widać aż na naszym wallu) jest owocna: „Dupoczkii som zajeeeeeeebist, alko za malo dzis” z zachlaną morą jakiegoś nieznanego osobnika (płeć losowo dobrana).

Taaaaa… trochę tęskni mi się oglądanie zdjęć z jakichś wyjazdów. Teraz znajomi wyjeżdżają, wracają, a ja już widziałem połowę fotek. Bo nie ma że to że tamto. Focia z czekinem musi być! Inaczej wyjazd się nie liczy!

————

Czytaj więcej na moim blogu 

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , ,

32 thoughts on “Jak to wakacyjnymi fociami Palp co chwilę w pysk dostaje…

  1. […] Jeb! Jeb! Słit focią w głupi łeb!!! […]

    Polubienie

  2. Palp Fikszyn pisze:

    […] Jeb! Jeb! Słit focią w głupi łeb!!! […]

    Polubienie

  3. […] Jeb! Jeb! Jeb! Słit focią w łeb!!! […]

    Polubienie

  4. olszyn pisze:

    Kurde, koniec ze zdjęciami na fejsie!

    Polubienie

  5. zimawub pisze:

    A ja nie mam takich barwnych przezyc, bo nie mam facebooka. Ot i problem z glowy.
    A ludzie wrzycaja co sie da, bo dzis przygoda przezyta, ale nie opublikowana w sieci sie nie liczy. Juz nie te czasy, ze jechalo sie w swiat z kilkoma rolkami filmu do aparatu, a na wyniki zdjec czekalo sie i czekalo i czekalo… a jak sie juz mialo zdjecia w rece, to nikt juz nie pamietal, ze kiedys tam bylo sie na wyjezdzie.

    Polubienie

  6. mnie tam takie rzeczy i focie czy wpisy nie ruszają 🙂 dziwna jestem?? A to że ludzie je tam zamieszczają (i nie męczą czy też nudzą jak mówisz) to myślę, ze robią tak z innego powodu niż opisujesz. Oni nie robią to dla znajomych, przyjaciół…oni robią to dla siebie…żeby lepiej odpocząć. Przeżywanie czegoś to mała przyjemność, mówienie o tym gdy się przeżywa – zwiększa przyjemność stokrotnie. Ja np w weekend mówię, że jest weekend cały czas, do siebie, do znajomych, na fejsie. A przecież jest on dla każdego i Ameryki nie odkrywam. Ale za to bardziej cieszy gdy o nim mówię 🙂

    Polubienie

  7. Ujęła mnie celność spostrzeżenia: faktycznie, zachowujemy się jak ci wyśmiewani niegdyś Japończycy, strzelający zdjęcia wszystkiemu co popadnie! Podobna refleksja złapała mnie ostatnio w czasie koncertu, który wielu oglądało nie naocznie, ale przez mały ekranik. Tak, bo na pewno będą sobie potem odsłuchiwać kolebiące się nagranie.

    A propos samych zdjęć, sama wpadłam w taką pułapkę taśmowego utrwalania, gdy 4 lata temu kupiłam kartę pamięci do telefonu. Zauważyłam szybko, że robione w amoku tysiące zdjęć są nie do oglądania, nie mam ochoty ich przeglądać, bo wywołują poczucie obowiązku ‚trzeba je przebrać’. Za to bardzo chętnie wracam do tych niewielu zdjęć z poprzednich pobytów, bo odsiewałam je na bieżąco, po prostu ograniczała mnie pamięć nośnika. I zamierzam do tego wrócić, narzucić sobie reżim i faktycznie robić zdjęcia wartościowym obiektom, bez myślenia ‚a moze jeszcze z tamtej strony, to będzie lepiej, potem się odsieje’. Nie odsieje się, bo nie będzie czasu.

    Wydaje mi się, ba, jestem pewna! że wrzucanie takich zdjęć sprawia największą frajdę samym wrzucającym. Jako udokumentowana pamiątka: o, a tydzień temu o tej porze siedziałam sobie nad prawdziwą fetą, patrząc na zatokę bardzo-egzotyczną. I może ciekawi to jakąś grupę znajomych. Ale fakt, najfajniejsze jest oglądanie zdjęć wspólne. Bo przecież nie o same zdjęcia tutaj chodzi, tylko zamknięte w nich emocje i sytuacje, odpowiedź na pytanie ‚dlaczego właśnie to uchwycone?’

    Ale wiesz, może my już jesteśmy inne pokolenie. Jako nastolatka też lubiłam się chwalić, gdzie jestem i jak spędzam czas. Wtedy służyły do tego pocztówki i tez się wybierało jak najatrakcyjniejszą, bądź jakieś pamiątki. Teraz do tego służy facebook 🙂

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Ja będąc w Gruzji sam zrobiłem z 500 zdjęć. W Chinach – ponad 1000. Nikt ich nie widział chyba. Po Gruzji wybrałem koło setki, ubrałem w opowieść i zrobiłem slideshow w jednym warszawskim klubie podróżniczym. Nie weszli wszyscy, więc robiłem dwa razy. I to ma wtedy sens. Fota – opowieść. Nie inaczej 🙂

      Polubienie

      • No właśnie 🙂 Też wybrałam około 150-200 do pokazywania i najchętniej do nich wracam. Tyle kiedyś mieściły albumy i nie był to widocznie przypadek 🙂

        Polubienie

        • Palpfikszyn pisze:

          Ha! Albumy!

          Ja mam wielki karton z wielkim fotograficznym bajzlem w środku. Obiecuję sobie od paru lat, że przejrzę i zrobię z tym porządek. Ale… co tam! Czasem otwieram i trafiam na coś niespodziewanego 🙂

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

perfumomania

subiektywnie i ze szpileczką o perfumach...

JA SKORPION

There is another world, but inside this one, inside me.

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Introweska

Anomalie życiowe

Panna Maruda vs. Świat

Z życia pracoholika. Krytycznym okiem o korporacyjnej egzystencji i wrażliwej duszy poszukującej szczęścia .

Jak napiszę, to będzie

Opowiadania, e-booki, przegląd wydawniczo-kulturalny. Blog Agnieszki Żak

escaape

into another world

Kulturalna szafa

#czytajkulturalnie

pocichutku

.. kilka słów ..

Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Siupster

Uwaga, Wielki Siu pisze!

cmentarzysko dudsów

by Agata Rutkowska

Book Emperor.

czyli teksty od władcy puszczy.

sztuka prostoty

Blog o wnętrzach, o tym jak wpływają na nasze życie, aby stawało się proste i szczęśliwe.

codziennik

notatki. fotografie. myśli

%d blogerów lubi to: