Bardzo subiektywny przewodnik zachowania się na wakacjach – czyli odbicie polskiego turysty w bardzo krzywym zwierciadle (w 20 odsłonach)

touristsPrawie 20 lat doświadczenia w turystyce – na stanowiskach przeróżnych („Palp, ty to jesteś największa kurwa tej branży. Wszystkie działy i wszystkie stanowiska oprócz finansów” – powiedziała kiedyś koleżanka z biura) daje mi wyrazisty, czysty i jasny obraz polskiego turysty. Od zachodnich turystów, mających kilkadziesiąt lat więcej doświadczenia w odkrywaniu świata, bierzemy te najlepsze, ale czasem i najgorsze cechy i przyzwyczajenia.

Czasem jednak polski turysta charakteryzuje się tym, że włącza sobie program „Polaczek 2.0”, uruchamiający aplikację „Cham” z apletem „Prostak”. Krótko mówiąc: słoma wychodzi z sandałów. Czego unikać i jak się zachowywać? Krótki przewodnik wakacyjny Palpa…

  1. Czytaj katalog, ulotki i stronę www. Tak organizatora jak i hotelu. To absolutna podstawa. Jak w katalogu jest 5 basenów z czego 2 kryte, a na stronie jest jeden: pytaj w biurze o co chodzi. Nie interesujesz się: nie jesteś na bieżąco – nie wiesz i się wściekasz. W katalogu napisano że do morza jest 200 metrów? Sprawdź na Google Maps czy naprawdę to 200 metrów. A może to 200 metrów w linii prostej, ale pomiędzy hotelem a plażą jest inny hotel? Może plażą do której liczono odległość jest prywatna? Zrozum, że fraza „200 metrów do morza” może oznaczać absolutnie wszystko. Może tam skarpa jest albo klif? A później ciężko będzie udowodnić, że tych 200 metrów nie było… jak były przecież. Z dodatkowymi 100 metrami w pionie na przykład, albo autostradą pomiędzy… Fraza „hotel położony w centrum miasta” – oznacza raczej hotel miejski z małym basenikiem na tarasie bez plaży. „Stąd tylko dwa kroki do licznych atrakcji wieczornych!” – oznacza że możesz mieć kilka dyskotek pod oknem, albo całonocne bary z nawalonymi Angolami. „Hotel rodzinny” to wrzaski dzieci – a nie każdy chce je widzieć na wakacjach. Z drugiej strony „Hotel klubowy” to raczej dyskoteki, picie i atrakcje dla dorosłych z pikantnymi showami i animacjami. Zdecydowanie nie dla dzieci ale i wielu dorosłych się tam nie odnajdzie.
  2. Zdjęcia w katalogu są robione przez profesjonalnych fotografów. Dobre katalogi zawierają nawet klauzulę „zdjęcia mogą być robione aparatem z szerokokątnym obiektywem”, co zwykle oznacza to, że widziany pokój wygląda na dwa razy większy niż jest w rzeczywistości, baseny zdają się mieścić miliardy litrów (a są sadzawkami wielkości brodzików), a las palm przy plaży jest jak na Pacyfiku, mimo że drzew tam jak na lekarstwo. Nie daj się zrobić w bambuko – sprawdź zdjęcia „real” wrzucane na różne portale turystyczne przez prawdziwych turystów.
  3. Nie bój się biura podróży. Duże i renomowane biura agencyjne nie mają żadnego biznesu w oszukiwaniu swoich Klientów (abstrahując od zwykłych oszustów, ale nie o nich tu mowa). Organizator nie zawsze widział swoje hotele. Bo jak dzwonisz na infolinię to odbiera anonimowa pani a nie szef działu produktu, który ogląda i kontraktuje hotele. Agenci (ci z renomą na rynku) są zapraszani przez organizatorów na tzw. study toury czyli wycieczki poznawcze, żeby wiedzieli, co sprzedają. I to często agenci mają lepsze zorientowanie w ofercie. Bo znają propozycje kilku czy kilkunastu biur podróży i często sami je odwiedzili. Choć oczywiście nie zawsze jest to reguła.
  4. Na lotnisku trzymaj dzieci z dala od innych i nie pozwól im się wydzierać. Poważnie. Z dziećmi jest (bez obrazy) trochę jak z psami – wychowane nie krzyczą a energię zużywają w miejscach do tego przeznaczonych. A częstotliwość szczekania psa z sąsiedztwa, jak jak i krzyku dzieci na lotniskach, jest odwrotnie proporcjonalna do inteligencji właściciela – albo rodzica. I uwaga mała: od chwili przybycia na lotnisko kontrola decybeli dotyczy wszystkich miejsc publicznych nie przeznaczonych dla dzieci. Hotele rodzinne są właśnie po to, aby rodzice mogli pomoczyć się ze swoimi pociechami w brodzikach i polepić zamki z piasku na plażach. Z drugiej strony, jak z pełną premedytacją wybrałeś hotel rodzinny (bo na przykład ładna plaża była) – nie miej pretensji do wszystkich naokoło, że dzieciaki biegają. Bo to dla nich i ich rodziców jest ten hotel, a nie dla skacowanych singli, którzy chcą mieć spokój i ciszę…
  5. Jak już chcemy się napić wódy w samolocie (dla wielu nachlanie się to właściwy początek wakacji) – to nie otwieramy swojego alkoholu z bezcłówki, ale zamawiamy u personelu pokładowego. Nie jest ten alkohol jakoś mega drogi, skoro stać Cię na wakacje za dwa tysiaki, to stać Cię na piwo za dychę. Picie swojego alkoholu z samolocie to dopiero buractwo jest.
  6. Po wylądowaniu nie klaskamy. (nie klaszczemy?) To jakiś bardzo dziwny zwyczaj. Niektórzy mówią, że to buractwo. Ja mówię, że to bez sensu. Pilot i tak nie słyszy oklasków.
  7. Przyjeżdżając do hotelu nie wymagaj, że wszyscy będą wokół Ciebie skakać i przyklaskiwać że przyjechałeś. Po prostu. Przyjechałeś i fajnie. Zrób swoje: jeśli hotel daje jakieś papiery do wypełnienia czy podpisania: wypełnij i podpisz. Podtykanie tego pilotowi czy rezydentowi jest chamstwem. Może pomóc, ale ani recepcjonista ani przedstawiciel biura nie są Twoimi służącymi. Komunikuj się w jakimś ludzkim języku! Polski NIE jest językiem uznawanym za podstawowy. Nie wymagaj od recepcji znajomości polskiego. Skoro Ty nie znacz na przykład amharskiego czy koreańskiego, to niby czemu Turek czy Kreol mają znać polski? Podstawowe zwroty po angielsku, albo (uwaga, uwaga – kilka słów w lokalnym języku!) powiedziane z uśmiechem załatwiają więcej niż stek kurew i chujów w naszym ojczystym polskim. Aha, hasło w kierunku pilota czy rezydenta „Pan tu już nie będzie pracował!” albo „Jestem dziennikarzem! Opiszę ten wasz burdel” – naprawdę nie mają mocy sprawczej. Każdy pilot/rezydent/przewodnik był już nie raz i nie dwa razy „zwalniany”. A dobre biura szkolą swoich ludzi jak postępować z krzykaczami i „zwalniaczami” i samorodnymi dziennikarzami…
  8. W hotelowej restauracji panuje też kilka zasad. Przede wszystkim nie przychodź topless. Owłosiona klata 30-latka w ósmym miesiącu ciąży gastronomicznej NIE jest czymś, co normalni ludzie chcą oglądać przy jedzeniu. Wiele hoteli ma tzw. dress code – czyli mówi Ci co powinieneś/powinnaś założyć wchodząc do restauracji. Najczęściej zakryte nogi, koszula z min. krótkim rękawem, pełne buty. Trzymaj się tego, bo zasady nie są po to by je łamać – jak to się przyzwyczaiłeś na polskich drogach, a po to, by je przestrzegać.
  9. W restauracji w której jest open bar (szwedzki stół, czy jak to sobie nazwiemy) – nie nakładaj żarcia z górką. Po to jest, byś zawsze mógł wrócić i nałożyć więcej. Nie ma nic bardziej smutnego (a dla mnie – wbrew zdrowemu rozsądkowi śmiesznego), od kolesia albo laski, którzy z furą żarcia na talerzu idą tiptopem do stołu gubiąc co chwila jakieś mięcho czy makaron. Nie ma niczego bardziej buraczanego niż bitwa o lepsze kąski – nie wspomnę już o dotykaniu jedzenia w imię „sprawdzania świeżości”. Poza tym ryba, krewetki, wołowina i baranina na jednym talerzu to tak jakby ktoś za mnie to żarcie pogryzł, przeżuł i kazał to skonsumować. Pewnych rzeczy się nie robi. W hotelu jesteś tydzień czy dwa: zdążysz spróbować wszystkiego. Ale nie musisz, na tym polega open bar: bierzesz to, co Ci smakuje. To nie Wigilia, nie ma przymusu żeby spróbować każdego z 12 gorących dań serwowanych na kolację.
  10. All inclusive wcale nie znaczy, że ze śniadania wynosimy bułki, dżem i owoce. Nie robimy sobie też kanapek na później, jeśli nie mamy all inclusive i chcemy przyoszczędzić. Po to jest restauracja, żeby tam jeść. Chcesz zjeść w pokoju, na balkonie czy na tarasie? Zamów room service i śniadanie do pokoju. A w większych hotelach all inclusive jest tak, że pierwsza restauracja otwiera się koło 7 rano, a później przez cały dzień jest jakieś miejsce gdzie można coś przekąsić czy się czegoś napić. I poza tym: kultura spożywania też się kłania. Jak czasem widzę stolik obok, przez który przeszło tornado i widać na nim wszystkie dania, które były spożywane to… płakać się chce. Inna sprawa: (znów) pilnuj dzieci. Wierz mi, może dla Ciebie widok Twojego dziecka dławiącego się żarciem, albo po twarzy którego spływa jakaś maź jest dla Ciebie rozkoszny i fascynujący. Dla ludzi obok jest w wieku przypadkach odrażający, niesmaczny i powodujący podnoszenie się zjedzonego już pokarmu do gardła.
  11. Wierz mi, w Turcji czy Egipcie na Wigilię nie będzie karpia. Pomyśl czemu. Że co? Że niby przesadzam? Miałem kiedyś parę w pięciogwiazdkowym hotelu w Egipcie. W święta była awantura. „Panie, do kurwy nędzy, takie święta to ja mogę w Mikołajkach spędzać! W tym kurwa syfie nie dali nawet bigosu na święta i nie było żadnej wigilii! Panie, kurwa mać! Choinki prawdziwej nawet nie było! To ma być kurwa pięć gwiazdek!?”. I to nie był żart, ale gruba, nieuwzględniona, reklamacja.
  12. Jak dostaniesz biegunki (w sensie sraczki, tak?) albo krótko mówiąc wymiecie z Ciebie wszystko, co spożyłeś w ciągu ostatnich dni: nie pij alkoholu. Bzdurą kompletną jest picie po każdym posiłku pięćdziesiątki wódki „na odkażenie”. W sensie czego? Jelit? Może raczej mózgu? Krótko mówiąc: najczęściej takie sensacje zdarzają się na zderzeniu dwóch spraw: innej flory bakteryjnej, niż ta, którą zna nasz organizm i odwodnieniu organizmu. Aha, tak w uproszczeniu już mówiąc, jedna porcja alkoholu potrzebuje ponad dwóch porcji wody, by się rozłożyć. Czyli im więcej alkoholu – tym bardziej odwadniamy organizm – tym większa szansa na sraczkę
  13. Zamówiłeś „widok na morze” a masz przed sobą budynek? Najpierw sprawdź rezerwację. Może masz pokój „od strony morza”? To jest istotna różnica. Spójrz, czy widzisz różnicę? Od strony morza – widok na morze… aha, właśnie tak, to dwie różne sprawy. Pilnuj tego, czytaj opisy katalogowe – i wymagaj od hotelu tego, co masz w rezerwacji.
  14. Niemcy mają lepsze pokoje? „Panie, kurwa! Te Ruskie to same pokoje na morze mają a my jakieś chujowe klitki!”. No tak, tylko nie chciałbyś płacić tyle, co Rosjanie. Oni za widok na morze zapłacili extra, tak jak Niemcy. Ty pewnie nie. Ale nic straconego, w większości hoteli można dopłacić na recepcji. O ile są wolne pokoje. No chyba, że rzeczywiście masz wykupiony pokój z widokiem na morze. Wtedy do recepcji i wyjaśnij sprawę. Aha, nie ma tak, że biuro ABC ma pokoje na 3 piętrze, a CDE na 10. Może się zdarzyć tak, że jakieś biuro ma np. pokoje w budynku A, który jest powiedzmy świeżo wyremontowany i ma klimę. Wtedy rzeczywiście cena jest inna. Ale jeśli pokoje są takie same nie ma podziału na „te są tego biura a tamte tego”. Bzdura, nie dajcie sobie czegoś takiego wmówić. Bo być może recepcjonista chce wymusić napiwek za zmianę (przeważnie działa). Jeśli jesteście już na poziomie bizona, byka czy tura i nie chcecie odpuścić, prawie zawsze działa fraza „Chcę rozmawiać z front office managerem”.
  15. Robale chodzą po pokoju? Weź zmiotkę i wywal na zewnątrz. Jeśli Ci to przeszkadza zadzwoń na recepcję zapytaj kiedy będą odrobaczać. Pamiętaj, że jesteś w klimacie innym niż umiarkowany i robactwa jest od cholery. Coś, co przypomina karaluchy może tu mieć skrzydła, a mrówki są 3 razy większe od faraonek. W lepszych hotelach raz na tydzień czy dwa jeździ wózek albo chodzi koleś i spryskuje cały hotel aerozolem tworząc wcześnie rano taką wielką chmurę gazu. Nie wkurwiaj się – wytrzymasz i nic Ci się nie stanie. Gaz ten odstrasza jedynie owady.
  16. W hotelu dużo można. Są nawet hotele w Egipcie czy w Turcji, w których panie mogą się opalać topless. Ale wychodząc z hotelu wchodzisz do innego świata. Uszanuj go. W krajach islamskich piątek jest dniem wolnym – muzułmanie idą do meczetu. Jeśli się nie zmieszczą – klękają przed wejściem. Przejście przed nimi jest uważane za obraźliwe. Jeśli jesteś w kraju islamskim w czasie Ramadanu – staraj się nie chodzić po ulicy z wodą i batonikami. W Sharm czy Hurghadzie najwyżej zwrócą ci uwagę, w Kairze czy Casablance możesz trafić na bardziej agresywną reakcję ludzi. I wiesz co? Sam sobie narobisz kłopotu. Tak jak w Polszy nie wchodzi się w paradę procesji na Boże Body czy nie słucha się muzy w kościele. Co kraj to obyczaj.
  17. Poczytaj przed wyjazdem o kraju, do którego jedziesz, a jak się nie znasz: nie odzywaj się. Kompromitacja jest blisko. Przytaczam dyskusję przewodnika (który myśląc że jest wyluzowana atmosfera i turysta sobie żartuje – sam zażartował). Miejsce: mała łódka na wyspę koralową Giftun, kilka kilometrów od wybrzeża Hurghady w Egipcie. Nagle wyłania się ląd. Dyskusja:Turysta: Panie, to już Synaj? (Zbaranienie wszystkich, przewodnik RÓWNIEŻ żartuje) Przewodnik: Nie proszę pana. To Sycylia! Co na to turysta? „O kurwa, nie wiedziałem, że stąd Grecję widać.”
  18. Do morza wchodzimy w obuwiu ochronnym. Nawet jak jest śliczny piaseczek może przypałętać się jeżowiec. A jeżowe igły się nie wyciąga, ale wycina chirurgicznie. Czemu? Bo najpierw na jeżowca nadeptujemy: igły się wbijają. Za chwilę opieramy się na tej nodze, czujemy ból. To te wbite igły, które się pokruszyły wewnątrz stopy.
  19. Największe buractwo jakie można sobie wyobrazić: zabieramy kawałek rafy na pamiątkę. Tak, będzie to pamiątka Twojego buractwa, nieodpowiedzialności, braku myślenia i debilizmu. Zostaw to tak, jak zastałeś. Ja chcę za 20 lat, jako już prawie dziadek, pojechać na wakacje i mieć taką samą plażę z tymi samymi muszelkami co Ty. I z rafą żyjącą.
  20. I na koniec: baw się i daj się bawić innym. Nie ma niczego gorszego jak naburmuszony, sfochowany turysta nie potrafiący wyluzować. Miłych wakacji!!!

Aha, pracując parę lat w obsłudze turystów na miejscu – czyli będąc rezydentem, pilotem, przewodnikiem, szefem destynacji czy innym tam pionkiem i nie-pionkiem widziałem tysiące ludzi. Większość jest na wakacjach, reszta przyjeżdża odreagować. Jako nacja wychodzimy gdzieś-tam pośrodku. Nigdy bym nie chciał mieć gości z rynku brytyjskiego ani rosyjskiego (ci ostatni są tacy jak my w latach 90-tych). Za to, wierzcie mi, nic tylko mieć za gości Niemców i Szwajcarów. Bajka i przyjemność w 99% przypadków.

——————————-

Czytaj więcej na moim blogu 

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , ,

78 thoughts on “Bardzo subiektywny przewodnik zachowania się na wakacjach – czyli odbicie polskiego turysty w bardzo krzywym zwierciadle (w 20 odsłonach)

  1. […] Przewodnik wczasowy, w baaardzo krzywym zwierciadle […]

    Polubienie

  2. […] Przewodnik wczasowy, w baaardzo krzywym zwierciadle […]

    Polubienie

  3. Ja Skorpion pisze:

    Świetny text, ubawiłem się no i do myślenia dał trochę! 🙂

    Polubienie

  4. Nie no, zarąbisty wpis! ;P Moje ulubione zdanie: „A częstotliwość szczekania psa z sąsiedztwa, jak jak i krzyku dzieci na lotniskach, jest odwrotnie proporcjonalna do inteligencji właściciela – albo rodzica.” Strzał w 10! 😉

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Palp Fikszyn pisze:

    […] Przewodnik wczasowy, w baaardzo krzywym zwierciadle […]

    Polubienie

  6. […] Przewodnik wczasowy, w baaardzo krzywym zwierciadle […]

    Polubienie

  7. Palp Fikszyn pisze:

    […] turystów. Nie podoba im się poziom napiwków ani brak wyluzowania gości znad Wołgi i Leny. Zdziwiło mnie, że nie zająknęli się o turystach znad Wisły, my mamy jednak bogate zasoby burac…Toskania to jednak za bardzo wysofistykowana destynacja na klapki na skarpetach (pozdrawiam […]

    Polubienie

  8. […] Przewodnik wczasowy, w baaardzo krzywym zwierciadle […]

    Polubienie

  9. Podpisuję się obiema rękami pod tym wszystkim! Byłem około 15 lat kierowcą autokaru. Od kilku lat jeżdżę ciężarówką i mam święty spokój od policji sprawdzającej autokar przed wyjazdem,od policji i inspekcji na tzw. Zachodzie, [ w Niemczech wyjątkowo perfidnej, głównie w dawnym DDR.] Od Pograniczników na Bałkanach [ u nich jednak 5 dolarów załatwiało wszystko] itd,itp. Ale głównie mam spokój od Naszych Kochanych i Wszystkowiedzących Turystów. Oni potrafią mieć pretensje nawet o to że opony są zbyt czarne!!!! Autokar był nowy to i opony były czarne.Klienci z jednej wycieczki złożyli reklamację że kierowca jechał zbyt szybko i zbyt wolno! Oczywiście każdy osobno.Takich smaczków były setki. Teraz mam ŚWIĘTY SPOKÓJ. I tego życzę wszystkim Pilotom i Kierowcom. A Klientom życzę żeby się cofnęli do lat 80-tych i zachowywali jak ich rodzice lub dziadkowie. Czyli spokojnie i rozsądnie.

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Andrzeju, nie uważasz, że może „zachłysnęliśmy” się swobodą, nie boimy się mówić tego, co myślimy, ale jeszcze nie nauczyliśmy się jak to robić? Bo niby kto miał nauczyć? Rodzice wychowani w komunie, kiedy to nie za bardzo można było sobie pozwolić na komentowanie rzeczywistości?

      Czy może to ta słoma z butów wychodzi? Mało ogłady? Brak kontaktu z bardziej zaawansowanymi społecznie narodami?

      Tak mi przez głowę przeszło…

      Polubione przez 1 osoba

      • deoand pisze:

        Rodzice wychowani w komunie … i dzięki komunie i Bogu wychowani w komunie potrafia sie zachować wszędzie natomiast niestety tym krajem rządzą męty , które wypłyneły po 89 roku , dla których kultura to coś nieistotnego a istotny jest pieniądz .W społeczeństwie zawsze będą normalni ,którzy daja się zepchnąć na margines i śmiecie ,które zawsze są na wierzchu …. Na zachodzie tak samo .
        Z uwagami generalnie sie zgadzam choć nie zgadzam się z tym klaskaniem po dotknięciu Ziemi przez samolot . To miły zwyczaj i niech tak zostanie a buraki i udajacy światowców przedstawiciele biur podrózy niech sobie nie klaszczą tylko rzucaja sie do schowków po bagaż i biegna aby bycpierwszymi przy wyjściu … To jest prawdziwe buractwo i dzicz a nie ci co zaklaszczą sobie i spokojnie udadzą się do wyjścia

        Polubienie

  10. yester pisze:

    Polska jest biedym krajem, taka wycieczka zagraniczna dla rodziny kosztuje wielokrotna ilosc srednich krajowych. Jak chce kupic TV za 5k zlotych, to chce aby byl taki jak wymarzylem.I tu zaczyna sie zabawa w kotka i myszke, bo oferta jest tak skonstruowana, by nie dalo sie z niej nic wyczytac. Wspomniane 200 m do morza na przyklad, ktore konczy sie skarpa, a do wlasciwej plazy jest 3 km z 3 przejsciami przez autostrade,bez swiatel.
    Mlody czlowiek ogarnie Trip advisora i jakos zweryfikuje katalog vs reality. Moja mama musi wierzyc pani z biura i doprawdy idzie sie wk…. jesli za cene, nierzadko kredytu na rok,dwa, zostaje sie zrobionym w bambuko.
    I ogolnie uwazam,nie jest z nami tak najgorzej. Do Egiptu lecialem z Wroclawia, wszyscy ladnnie ubrani (poza kilkoma obwieszonymi zlotem), spokoj kultura, jakies jednostki pijace w samolocie,spokojnie porozwozeni busikami do hoteli. Rok pozniej do Turcji z Glasgow. To jakas masakra. Towarzystwo w pidzamach, dresach, butach do biegania laczonych z kazdym rodzajem stroju. Jak dorwalo sie do bezclowki, to conajmniej jakby z kraju w ktorym jest prohibicja. Jakies 75 procent nawalonych, pijacych swoj alkohol,pomimo licznych nawolywan zalogi. Ba, co niektorzy kupili po jakiejs coli, byle miec samolotowe naczynie do przelania gorzaly. W Turcji pogubione ksiazeczki otrzymane od biura, nie wiedzieli jaki hotel, rozwalane glowne torby by je odszukac, cyrk.

    Polubione przez 1 osoba

    • Palpfikszyn pisze:

      Wiem, Angole to masakra okrutna. Dlatego też pisałem już, że z tą nacją to nie za bardzo chciałbym pracować na wakacjach…

      Polubione przez 1 osoba

      • luc pisze:

        A ja to myślę, że nie tyle „Angole”, co ta ich marginalna część, która … jeździ do tych hoteli co Polacy. Np. mieszkałem w „angielsko-włoskim” hotelu 5 * w Sharm, (pozostałych nacji było łącznie może z 10%), którego najbardziej reprezentacyjną część zajmowali właśnie Anglicy, i wyłącznie pod nich były urządzane wieczorne animacje, na których szybko się okazało, że niemal wszyscy pochodzą z tej samej nikomu nieznanej wioski leżącej pod jakąś również nikomu nieznaną mieściną. Słowem klasa niższa-średnia. A jednak zachowywali się nienagannie.

        Polubienie

        • Palpfikszyn pisze:

          Z mojego doświadczenia najgorzej się zachowujący sa tacy z 3-4 gwiazdek, którzy aspirują do klasy wyższej. Ci z tańszych hoteli płacą grosze (w porównaniu z innymi) i raczej wiedzą, co kupują. Osoby kupujące dobre (powtarzam: dobre) pięć gwiazdek to raczej osoby nie za bardzo mające ochotę na darcie kotów z kimkolwiek. Aczkolwiek miałem kilku „nowobogackich” z którymi wolałbym nie mieć nigdy do czynienia….

          Polubienie

        • luc pisze:

          No, ale 3 gwiazdki w Egipcie to b. często dno dna, gdzie normalny Anglik raczej świadomie wczasów nie spędza, nawet mimo skąpstwa (dość częstego u nich). Natomiast myślę, że może tam zawitać młoda klasa robotnicza, której z całkiem w końcu poprawnych wyliczeń tydzień zalewania pały i pijackich wygłupów wyszedł tam taniej niż w domu.

          Polubienie

        • Palpfikszyn pisze:

          Dlatego właśnie uważam, że takie 3-4 gwiazdki to często wyjście jeno awaryjne. Ale znam i świetne 4-gwiazdkowe hotele!

          Polubienie

        • Remes pisze:

          u nich 5 gwiazdek to tak jak w Europie 3

          Polubienie

        • Palpfikszyn pisze:

          Zapewniam, że takie niskich lotów pięciogwiazdkowce są wszędzie… nawet w Londynie.

          Polubienie

  11. Kuba pisze:

    Witajcie. Może Polak na wycieczce to burak średni ale nigdy nie widziałem akcji gorszej od ponizszej. I niestety w wykonaniu narodowym. Otóż pani, uznająca się widocznie za bogata damę, postanowiła kupić biżuterię w sklepie hotelowym. Nie dość, że potrzebowała tłumacza (bo angielskiego nie znała), to tłumacz musiał wykazać się nie lada sprytem aby nie tłumaczyć wprost. I tak tekst „opuszczają śmierdzący brudasie” leciało jako „I would like to negotiate the price”. Trwalo to dobre kilkanascie minut. Uwagi nie pomogly. W koncu sprzedawca sie dowiedzial, ze go pani obraza – ile mozna hamstwo znosic. Dodam, ze sprzedawca był czysty, zadbany a nasza bohaterka całe dwa tygodnie wytrzymała w jednej parze spodni i jednej bluzce. Skąd się ci ludzie biorą?

    Polubienie

  12. marguy pisze:

    Wybacz, ale niechlujstwo jezykowe jest takze forma braku kultury. W jezyku polskim slowo „klaskaja” nie istnieje. Prawidlowa odmiana to: pasazerowie klaszcza”. Pozdrawiam.

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Dziękuję za uwagę, w moim firtlu mówi się „klaskają”, ale możesz mieć rację. W końcu polonistą ani językoznawcą nie jestem. Niechaj więc i to zostanie jako dowód na brak mojej perfekcji.

      Na marginesie: dla mnie niechlujstwem językowym, i to dużej wagi, jest brak ogonków. Nie wiem, jak można usprawiedliwiać ich brak na przykład „pisaniem z telefonu” tudzież „brakiem polskich znaków”.

      Polubienie

      • na przykład tym,że ktoś pisze z zagranicy

        Polubienie

        • Palpfikszyn pisze:

          Instalacja polskich czcionek, tudzież używanie znaków specjalnych to dwa rozwiązania dla domu. A w pracy należy pracować, a nie ośmieszać język polski na forach pisząc bez ogonków.

          Dla jasności: 6 lat mieszkałem za granicą (w różnych krajach) i jakoś nigdy nie miałem problemu z polskimi znakami. Dla chcącego nie ma nic trudnego.

          Polubienie

  13. zerr pisze:

    zacząłem, jakoś strawiłem porównywanie wszystkiego do buraków (cokolwiek masz wiejskiego na myśli) ale po słowach „pieprzona Wigilia” odpadam, nie jesteś autorytetem.

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Bogu dzięki! (Jeśli Bóg istnieje). Przykro mi, że Cię zawiodłem moim mało radykalnym podejściem do wigilii. Dla mnie to jedynie mało barwna tradycja – obecnie uosabiana przez górę ryb, sałatek i jakichś-tam zwierzęcych zwłok obrabianych termicznie. Cóż, przykre, że autorytety w tym kraju mogą rodzić się wśród wierzących. I cieszę się, że Twoim autorytetem nie jestem. Że niczyim nie jestem! Bo bycie autorytetem to odpowiedzialność na każdym kroku, a ja za wygodny jestem, by brać to na swoje bary.

      Polubienie

  14. Mike pisze:

    AD1 Zgadzam się większość nie czyta, ale to przypadłość w każdej dziedzinie.
    AD2 Fakt, jednak większość klientów już kieruje się zdjęciami na www.
    AD3 Eee, tak samo hotel zna Pani na infolinii organizatora jak pracownik szefa w biurze agencyjnym, który głównie na te study toury jeździ
    AD4 Prawda, wielu rodziców tak samo nie potrafi zapanować nad swoimi dziećmi na wakacjach jak i w domu
    AD5 Fałsz, alkohol na pokładzie samolotu jest sporo droższy od tego z bezcłówki. Bez względu jak jest to postrzegane przez personel, to nie ma on prawa odmówić ci picia alkoholu, który kupiłeś legalnie, legalnie go przewozisz i legalnie go spożywasz.
    AD6 Prawda
    AD7 Fakt autor zapomniał jeszcze o najważniejszej grupie społecznej jaką są prawnicy, oni to cię „załatwią”
    AD8 Prawda, ale już żadko spotykane
    AD9 Prawda to będzie jeszcze długo, ciężko wyplenić. Fałsz co do próbowania jedzenia, jest duża szansa, że jeśli nie spóbujesz jakiegoś dania podczas kolacji to już możesz więcej tego podczas pobytu „nie trafić”, moim zdaniem nałożenie sobie wszystkiego w rozsądnej małej ilości, przy 2 czy nawet 3 podejściach jest jak najbardziej OK.
    AD10 Jako rodzic nie mogę się zgodzić, dziecko może się pobrudzić podczas jedzenia. Nie mowię o jakichś skrajnych przypadkach, ale nie wymagajmy od dziecka 1-3letniego, że będzie pięknie jeść. Jeśli hotel jest „rodzinny” to tym bardziej klienci i personel to zrozumieją.
    AD11 No to niezły burak
    AD12 Jak pijemy to raczej przed sraczką
    AD13 Tu pretensje trzeba mieć raczej do sprzedawcy, bo to ewidentne niedomówienie
    AD14 Różnice w pokojach w hotelu mogą występować, najczęściej te lepsze pokoje dostają ci, którzy coś posmarują recepcjoniście, wiadomo że Polak już raz zapłacił i na miejscu dopłacac nie chce.
    AD15 Rozumieć to można a i tak uważam, że zakląć pod nosem można, że akurat podczas mojego pobytu koleś pryska koło mnie jakimiś chemikaliami.
    AD16 Spotkałeś się, żeby ktoś chodził między modlącymi się muzułmanami? Co do wody i batonika to przesada, to tak jakbym ja zabronił turystom jeść w Polscem w piątek mięsa, tylko dlatego że większość Polaków deklaruje wyznanie takie a nie inne.
    AD17 Myślę, że żaden rozsądny człowiek nie potraktuje takiego wybryku jako niewiedza wszystkich Polaków
    AD18 Gdyby rezydent mówił o tym na każdym spotkaniu to pewnie nie byłoby problemu/nigdy nie słyszałem, żeby mówił/
    AD19 W tej chwili są na to nawet paragrafy, więc ludzie się już ogarnęli
    AD20 A z tym się zgadzam w całej rozciągłości, wakacje nie będą udane jeśli z góry zakłada się że coś nie uda.

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Aż sprawdziłem warunki przewozu kilku linii (LOTu, Austriana, EasyJeta i Ryana). Wszędzie w warunkach przewozu jest zakaz spożywania alkoholu, którego nie zakupiło się na pokładzie.

      i co do punktu 16: tak, widziałem, stąd ten przykład

      Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Doszedłem do wniosku, że jeszcze kilka komentarzy muszę udzielić 😉

      AD3 Eee, tak samo hotel zna Pani na infolinii organizatora jak pracownik szefa w biurze agencyjnym, który głównie na te study toury jeździ – niekoniecznie. Study toury najczęściej są dla agentów, oczywiście nie dla wszystkich. Co ciekawe (a to TYLKO polska specyfika) w Polsce organizatorzy życzą sobie kasę za wyjazdy studyjne. Czyli „płać a później zarabiaj dla nas kasę sprzedając naszą ofertę”.

      AD5 Fałsz, alkohol na pokładzie samolotu jest sporo droższy od tego z bezcłówki. Bez względu jak jest to postrzegane przez personel, to nie ma on prawa odmówić ci picia alkoholu, który kupiłeś legalnie, legalnie go przewozisz i legalnie go spożywasz. – to już komentowałem. Wszystkie sprawdzone przeze mnie linie lotnicze mają w warunkach przewozu klauzulę zabraniającą spożywania alkoholu, którego nie kupiło się na pokładzie. Poza tym inne ciśnienie powoduje że alkoholu trzeba mnie do „zaśnięcia”. a powiedzmy 3-4 euro za piwo czy whisky to ceny trochę wyższe od cen z knajp. Więc nie ma bólu jakiegoś.

      AD7 Fakt autor zapomniał jeszcze o najważniejszej grupie społecznej jaką są prawnicy, oni to cię “załatwią” – ooooo tak! Prawie o nich zapomniałem 😉 Jeszcze jest grupa „filolog klasyczny” – jak wesz na dupie uważa, ze skoro wie coś o Wergiliuszu to i o architekturze islamu też ma ogrom wiedzy…

      AD9 Prawda to będzie jeszcze długo, ciężko wyplenić. Fałsz co do próbowania jedzenia, jest duża szansa, że jeśli nie spóbujesz jakiegoś dania podczas kolacji to już możesz więcej tego podczas pobytu “nie trafić”, moim zdaniem nałożenie sobie wszystkiego w rozsądnej małej ilości, przy 2 czy nawet 3 podejściach jest jak najbardziej OK. – dokłądnie, zgadzam się w całej rozciągłości. Choć… naprawdę musisz jeździć do świetnych hoteli, skoro przez powiedzmy 2 tygodnie nie powtarza się menu w restauracji! 🙂 To rzeczywiście ideał!

      AD10 Jako rodzic nie mogę się zgodzić, dziecko może się pobrudzić podczas jedzenia. Nie mowię o jakichś skrajnych przypadkach, ale nie wymagajmy od dziecka 1-3letniego, że będzie pięknie jeść. Jeśli hotel jest “rodzinny” to tym bardziej klienci i personel to zrozumieją. – właśnie specjalnie dla rodzin z dziećmi są … hotele rodzinne. Tak i obsługa wyszkolona pod kątem dzieciaków i sami ludzie przyjeżdżają z dziećmi, więc też są inaczej nastawieni. Wierz mi, mam pod domem plac zabaw i przedszkole. Jeśli jakiś dzieciak zacząłby drzeć się na moich wakacjach to bym zwariował. Od tych hałasów uciekam na wakacje.

      AD11 No to niezły burak – mam nadzieję, że takie wyjątki już na wymarciu są.

      AD13 Tu pretensje trzeba mieć raczej do sprzedawcy, bo to ewidentne niedomówienie – chyba, że ktoś kupował online, sprzedawcy nie widział i sam nie doczytał. Ja wyjeżdżając ostatnio na wakacje (składane, sam sobie organizowałem), ze „sprzedawców” widziałem panią, która mi ubezpieczenie wystawiała. Tyle.

      AD14 Różnice w pokojach w hotelu mogą występować, najczęściej te lepsze pokoje dostają ci, którzy coś posmarują recepcjoniście, wiadomo że Polak już raz zapłacił i na miejscu dopłacac nie chce. – no, powiedzmy. Naiwnością by było mówienie, że recepcjoniści nie chcą napiwków, i że wszystkie pokoje w hotelu są zawsze idealnie takie same. Nie ma czegoś takiego.

      AD15 Rozumieć to można a i tak uważam, że zakląć pod nosem można, że akurat podczas mojego pobytu koleś pryska koło mnie jakimiś chemikaliami. – coś za coś. Albo chemikalia, albo nalot świństwa latającego wszelakiego 🙂

      AD16 Spotkałeś się, żeby ktoś chodził między modlącymi się muzułmanami? – na własne oczy!

      AD17 Myślę, że żaden rozsądny człowiek nie potraktuje takiego wybryku jako niewiedza wszystkich Polaków – no mam taką nadzieję! 🙂

      AD18 Gdyby rezydent mówił o tym na każdym spotkaniu to pewnie nie byłoby problemu/nigdy nie słyszałem, żeby mówił/ – ja mówiłem na każdym. A w takiej Grecji, gdzie jeży w morzu dużo, praktycznie nie było tygodnia bez interwencji chirurgicznej.

      Polubienie

  15. Łukasz pisze:

    Zgadzam się ze wszystkimi 20 odsłonami. Martwi trochę to że nawet jak Rosjanie płacą więcej to i tak nie idzie z nimi wytrzymać. Zachowują się strasznie. Polacy czasami oczywiście nie lepiej. Zapomniałeś przy okazji rafy napisać o takich co biorą chleb lub ciastka ze śniadania i wrzucają do wody karmiąc rybki…

    Skoro masz taką wiedzę to poprosiłbym o jeszcze kilka odsłon w innym artykule:
    – zachowanie się na ulicach, sklepach itd. Jak się odnosić do tych „zaczepiaczy”. Normalnie po 2 dniach ma się ochotę wyjść do miasta z uzi.
    – jak się zachować gdy ktoś Cię okradnie (ostatnio modne w Egipcie). Wezwana Policja może zamknąć Ciebie do pudła podobno, a nie zrobić porządek z tymi co Cię okradli/zaczepili
    – gdy z jakiś przyczyn trafisz na posterunek to co wtedy? Wzywać konsula czy przewodnika?
    – jakieś wskazówki odnośnie taksówek lub wycieczek fakultatywnych?

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Mogę napisać drugą część przewodnika, już może bardziej na poważnie. Masz jakieś jeszcze pytania/wątpliwości? Jak by się więcej uzbierało, to można coś wykombinować…

      Co do Rosjan… tak, ja mam takie wrażenie, że jednak temperament narodowy daje się tutaj we znaki. Rosjanie czy Włosi to krzykliwe narody, Angole są często bezczelni i wyniośli na wakacjach. Co dziwne: w domach im wszystkim mija jakoś…

      Polubienie

      • Łukasz pisze:

        Pomyślę i może coś mi przyjdzie jeszcze do głowy. Ogólnie jak się patrzy obecnie na Egipt czy Turcję to strach się tam wybierać i z tego co się czyta lub słyszy to można czasami źle trafić. Pamiętam, że jak byłem w Tunezji to tam po wyjściu z hotelu miało się wrażenie, że zaraz dostanie się kosę w plecy za nic :-/ No i gdyby coś się stało to jak sobie poradzić w takiej sytuacji?

        Co do różnego temperamentu to się zgadzam.. trudno mi tylko zrozumieć to, że gdy ktoś jedzie do obcego kraju to nie potrafi się dostosować. No ale to już chyba kwestia wychowania i inteligencji.

        Polubienie

        • Palpfikszyn pisze:

          Omijać ciemne uliczki, być czujnym jak wszędzie i… opierać się na zdroworozsądkowym podejściu do rzeczywistości. To chyba najważniejsze. Nie dajmy się ogłupiać!

          Polubienie

      • dee4di pisze:

        Masz po części racje, mieszkam w Anglii od 16 lat i nie znoszę Anglików na wakacjach. Ale tutaj np w sobotnie wieczory w pubach nie jest lepiej. Problem też taki, że ich wszystkich „stać” na wakacje, nawet takich, którzy nie przepracowali w życiu nawet godziny, a o jakiejkolwiek edukacji nie wspomnę, więc nikt ich nie nauczył, że innych wypadałoby szanować.

        Polubienie

  16. Nie było mnie chwilę i już tyle czytania 😉

    Polubienie

  17. ad. 6. Piloci słyszą oklaski. Jest to miły zwyczaj podziękowania. W Wielkiej Brytanii czy Irlandii dziękuje się nawet kierowcy miejskiego autobusu.

    Polubienie

  18. iskierka1971 pisze:

    Ja osobiście jestem zakochana w Egipcie i ,,Tubylcach” ,na przedostatnim urlopie udało nam się nawiązać przyjaźń z rodzina Egipska muzułmanów:)Tata,mama i 3 dzieci-moim pupilkiem jest najmłodsza córka Zizi którą przechrzciliśmy na polską Zuzanę:) Za drugim moim pobytem z córką zostaliśmy już przyjęci do rodziny-posiłków nie jadaliśmy w hotelu bo byliśmy zapraszani na obiad do domu i to była mega wyżerka:)Ja za pierwszym razem dostałam (hadzib-nie wiem jak to się pisze) od żony za to ze byłam taka miła dla ich dzieci.Za każdym razem biorę maskotki dla Egipskich dzieci (przypadkowych które spotkam po drodze ) i słodycze.Pamiętam czasy gdy Niemcy na wycieczkach też mi wtykali a to batona,puszke Coli itp-a to były czasy komuny.W zeszłym roku gdy byłam z córką nastolatką 16letnia ta była zachwycona życzliwością ,,mojej rodzinki egipskiej ” dla nas.Mieliśmy kilka wycieczek wspólnych po Hurgadzie i na Giftun:) W tym roku mamy obiecany Kair z nimi i Aleksandrie u ich rodzin. Dostałyśmy przed wyjazdem prezenty dla wszystkich członków rodziny i to było bardzo miłe:) Jedzenie z hotelu hm zdarzyło mi sie coś wynieść ale to były resztki mięsne z naszych talerzy dla psów i kotów

    Polubienie

  19. Pawel i Ola pisze:

    świetnie napisane 🙂
    Odnośnie punktu 17.
    Wyobraź sobie następującą sytuację: Maroko, końcówka grudnia. Turyści pytają pracowników hotelu i rezydenta (oczywiście z wyraźną pretensją w głosie) „Dlaczego tu jest tak zimno” ? (było ok. +20 stopni).
    A przecież wystarczyło sprawdzić jakie są średnie temperatury w tym czasie w Maroku.

    Polubione przez 1 osoba

    • Palpfikszyn pisze:

      Naprawdę mało jest w stanie mnie zdziwić 😉 Ale znając życie nawet jakby było +5 to na plażę pójdą, bo focie muszą być!!! 🙂

      Polubienie

      • Pawel i Ola pisze:

        Czy na plażę poszli nie mam pojęcia, bo widząc co się święci spakowaliśmy aparaty, trochę ciuchów, wynajęliśmy lokalnego przewodnika i samochód i pojechaliśmy na „podbój Południa” 😀

        Polubienie

        • Palpfikszyn pisze:

          No i tak trzeba 🙂 Oczywiście hotele dla wielu (większości?) to cel sam w sobie – nie mam z tym problemu. Ale jednak najfajniejsze rzeczy odkrywa się na prowincji!

          Polubienie

      • Pawel i Ola pisze:

        A to może uda mi się Ciebie jednak zaskoczyć 🙂
        Miałeś kiedyś okazję widzieć polskiego turystę biegającego po dachu hotelu i rzucającego dachówkami w obsługę i gości ?
        Sytuacja autentyczna, Hotel Ramada Resort (obecna nazwa to The Sands) w Waskaduwa 😀

        Polubienie

        • Palpfikszyn pisze:

          Zacny przykład, doprawdy… no, dobry dobry!

          ja miałem kiedyś kolesia, który zbił… basen.

          Przy basenie były takie kamienne stoliki i siedziska. No i kolesie wrzucili do basenu. I zbili basen. Straty na dziesiątki tysięcy marek (wtedy w markach policzył hotelarz…)

          Było kilka takich było sytuacji 😉

          Polubienie

        • Pawel i Ola pisze:

          Spotkaliśmy kiedyś Szwajcara, który zachowywał sie dokładnie niczym szwajcarski zegarek. Wiadomo było, że jeśli jest w pobliżu baru X, to znaczy że mamy godzinę np. 11, a jeśli przy barze Y to oznacza, że jest godzina 16, i tak dalej.

          Polubione przez 1 osoba

        • Palpfikszyn pisze:

          Ooo ludzie mają ciekawe akcje 🙂

          Polubienie

  20. A mnie akurat nie dziwi ani nie bulwersuje widok kogoś z kopiastą zawartością talerzyka. Raczej smuci. Bo to nie tyle ‚buractwo’, tylko symbol wychowania w czasach, w których wszystkiego brakowała, więc jak cokolwiek się pojawiło (W CENIE!!), brało się na zapas.

    Sama zabieram do torebki saszetki cukru, które dostaję do kawy, jeśli obu nie użyję. Po co mają wylądować w śmietniku? Tak samo proszę o zapakowanie niedojedzonego kawałka pizzy i zauważyłam, że już coraz mniej się dziwią.

    Może te zachowania znikną za jakiś czas.

    Co mierzi, to brak ogłady i znajomości specyfiki kraju oraz brak poszanowania innych zwyczajów. Naprawdę nietrudno znaleźć teraz podstawowe informacje na temat okolic, do których się jedzie, w przewodnikach takie informacje zawsze podają, jest internet, no i zawsze pilota wycieczki można dopytać. A takie bulwersy typu ‚czemu oni tak robią’ co gorsza, wysmiewanie i robienie na siłę ‚po swojemu – bo U NAS tak się robi’ – to chamstwo. Jeśli wejście do meczetu wymaga zdjęcia butów – zdejmij; do synagogi nakrycia głowy – nakryj.
    Potrafię sobie wyobrazić, co czuje zniesmaczony tubylec. Pamiętam, jak mnie samą zaszokowało zachowanie Szwajcarów (była to młodzież, ale jednak), którzy zwiedzając kościół katolicki w Polsce, siedli w ławce, kładąc nogi na oparciu, dmuchając balony z gumy do żucia i pozując do zdjęć za ołtarzem :/

    Polubienie

  21. Mciek pisze:

    raz byłem z biurem podróży na wyjeździe, akurat w ostatniej chwili dowiedzieliśmy, że mamy jednak urlop i nie było czasu na zorganizowanie czegoś sensownego… poziom współuczestników… zdecydowanie poniżej średniej, ale przynajmniej mieliśmy ubaw przy wspólnych posiłkach – panie kłóciły się o to, która w Grecji czy Tunezji jechała lepszym osiołkiem i które lepsze Meteory widziała… to był pierwszy i ostatni raz, ale po prawdzie mam to szczęście, że potrafię sobie coś samemu zorganizować…

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      O tak, zapomniałem napisać o targowaniu się czyja Tunezja bardziej egzotyczna i czyja egipska plaża piaszczyściejsza 🙂 W każdym autobusie na wycieczkę fakultatywną obowiązkowy punkt programu: „Panie, tu to syf! Nie to co na Dominikanie!”, „Panie! ta plaza śmierdzi! W Emiratach to są plaże!” 😉

      Polubienie

      • Mciek pisze:

        naprawdę, piaszczystość plaży nie umywa się do kłótni o yyyyy piękno osiołka 🙂 musieliśmy skorzystać z całego zapasu powagi, żeby nie wpaść w talerz z makaronem 🙂

        Polubienie

        • Palpfikszyn pisze:

          Wierz mi, po kilku latach jeżdżenia z turystami: potrafię wyobrazić sobię Wasze miny 🙂 Ja czasem musiałem się bardzo powstrzymać przed jakimkolwiek komentarzem nie wiedząc już, czy ktoś robi sobie jaja czy nie…:-)

          Polubione przez 1 osoba

  22. Kasia pisze:

    Ad 1 i 2 wynika z „dzikości” naszych rodaków a co za tym idzie niesamodzielności. To znaczy malo gdzie byli, mało co widzieli i są naiwni oraz myślą, że świat się kręci wokół nich. Mało wyobraźni bo mało doświadczeń i mało porównań. Niestety, jeszcze z dwa pokolenia i wtedy chyba się to zmieni.

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Zgadza się. Ja już widze różnicę pomiędzy tym, co było w latach 90, a tym co jest teraz. Na plus – i to zdecydowanie. Ale wciąż brakuje nam takiego… obycia. Brak kontaktu większości Polaków z obcokrajowcami, a co za tym idzie innymi normami społecznymi powoduje zachowania na zewnątrz odbierane jako dziwne czy prostackie. No cóż, jak ktoś w domu nie traktuje pewnych rzeczy poważnie, to i na wakacjach się nie zmieni…

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

perfumomania

subiektywnie i ze szpileczką o perfumach...

JA SKORPION

There is another world, but inside this one, inside me.

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Introweska

Anomalie życiowe

Panna Maruda vs. Świat

Z życia pracoholika. Krytycznym okiem o korporacyjnej egzystencji i wrażliwej duszy poszukującej szczęścia .

Jak napiszę, to będzie

Opowiadania, e-booki, przegląd wydawniczo-kulturalny. Blog Agnieszki Żak

escaape

into another world

Kulturalna szafa

#czytajkulturalnie

pocichutku

.. kilka słów ..

Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Siupster

Uwaga, Wielki Siu pisze!

cmentarzysko dudsów

by Agata Rutkowska

Book Emperor.

czyli teksty od władcy puszczy.

sztuka prostoty

Blog o wnętrzach, o tym jak wpływają na nasze życie, aby stawało się proste i szczęśliwe.

codziennik

notatki. fotografie. myśli

%d blogerów lubi to: