Grillowana Noc Muzeów – czyli kulturalny absurd ze słomą w butach w tle.

nm

Warszawskie (i nie tylko warszawskie) salony, saloniki, living roomy i kurniki ogarnęła nowa moda. Grillowanie na balkonie, januszowe kibicowanie piłkarzom (ręcznym, nożnym, siatkowym czy innym) oraz wakacje w Egiptowie są już passe. Teraz liczy się Noc Muzeów. A niech wiedzą, że kulturalnie raz w roku wychodzimy do muzeum. Niech, kurwa, mają świadomość jełopy na fejsbusiu, że my kurwa kulturalne chamy jesteśmy, a słoma z butów to tylko modowy zabieg mający podkreslać naszą dumę z wsiejskiego etno-pochodzenia. Bo my Warszawiaki som, od 10 pokoleń albo 10 tygodni. Wsjo rawno, moi drodzy, na odległość pachnie gównem jak noc długa i szeroka.

Jak (prawie) co roku, tak i w połowie tego maja – a dokładnie wczoraj – ekipą dużą i na bieżąco się zmieniającą – umówiliśmy się na „zwiedzanie” w czasie naszej warszawskiej Nocy Muzeów. Umówieni na 19 na Patelni (takie miejsce spotkań w centrum stolicy), z 15 minut później staliśmy karnie w kolejce do przejażdżki starym Jelczem, znaczy się Ogórkiem. I to, moi Drodzy, największa atrakcja, powtarzająca się każdego roku. Po jeno półgodzinnym (sic!) oczekiwaniu wsiedliśmy do przegubowca i objechaliśmy w pół godziny kawał miasta, wracając na Plac Defilad. a już byłem ukontentowany, bo – mając na uwadze doświadczenia z poprzedniego roku – na wiele więcej nie liczyłem. I się nie myliłem.

Wiedząc, co się dzieje w stolicy w noc muzeów, przezornie i na wszelki wypadek usunęliśmy z programu największe atrakcje – Muzeum Powstania, Centrum Kopernika, Muzeum Chopina, czy Muzeum Żydów Polskich.

Na autobus G (muzealny, a jak!) mający nas zawieźć do praskiego Muzeum Neonów naczekaliśmy się prawie pół godziny – rozkład jedno, rzeczywistość drugie. Jazda zajęła nam 45 minut, a my za cholerę nie mieliśmy pojęcia czemu jedziemy drogą absolutnie okrężną zatrzymując się na przystankach na których jedna osoba wsiadła – nie wysiadł nikt. 99% ludzi jechała od początku trasy ad do jej końca. „Zwykłym” autobusem jechalibyśmy 20 minut, a tramwajem pewnie jeszcze krócej. Błąd nasz, trudno. Trzy kwadranse minęły jak z bicza strzelił, w tłoku jak w poniedziałek w porannym szczycie, wśród prawie-zabawy-współpodróżujących i rodzin z dziećmi, które tym bardziej wrzeszczały im bardziej nerwowi rodzice starali się je uciszać.

Wyjście z autobusu, podążanie z tłumem do muzeum i … zonk. Kolejka na jakieś dwie godziny. Po drodze podziwiamy obrazki miejskie różnorakie „cho kurwa tu, tam ludzie idom” – rzekła zalotnie laseczka lat może 17 z browarem w ręku do jegomościa-ABSa lat może 18. Inna, zabiła się prawie na nierównej kostce chodnikowej w towarzystwie innej równie w szpilki uzbrojonej (mini i torebunia w zestawie) i chłopczyka płci niewiadomej wymuskanego jak Dżastina Biber. Obok kolejna rodzinka ciągnąca trójkę potomstwa za szmaty i kolejna parka z panem w dresach i panią z centymetrowej grubości tapetą. Och, odchamiamy się wszyscy razem! Dali, kurwa mać, za darmo wejście, więc trzeba się wypindrzyć jak szczury na otwarcie kanału, założyć najlepsze szmatki, a może i nawet skarpetki odświętnie zmienić.

Tak więc stałem się (znów) częścią zbydlęciałej tłuszczy, która z dziką przyjemnością stoi w nocy do muzeum, bo wszyscy tak robią, zamiast przyjść w ciągu dnia. I nie, nie, nie. Nie ważne, że muzeum jest darmowe w jakiś dzień tygodnia. Sąsiad od kuni i krowów pojechał na Noc Muzeów – idę i ja. Och, i żeby nie było, że ja taki ą-ę bułkę przez bibułkę, każdy wernisaż i każde muzeum znam na pamięć a na dodatek libretto każdej opery znam. Bywam w muzeach, jak mnie wystawa zainteresuje, w niektórych prawie każdą wystawę odwiedzam. Nie uważam siebie samego za jakiegoś mega wyrobionego artystycznie, ale nie bronię się rękami i nogami przed czymś interesującym…

Pobliski Czar PRL-u (bo neony sobie odpuściliśmy) wyglądał podobnie. Szkoda, ze nikt nie pomyślał, żeby kolejkę społeczną zorganizować, bo stania było na następne dwie godziny. I wiecie co? Tu 10 minut, tam 15, 45 minut w autobusie… i się zrobiła 22.00. Po trzech godzinach przejechaliśmy się Ogórkiem. Rozczarowanie wielkie, wewnętrzny wkurw rośnie. Jedziemy do Mózgu. Wiecie… pisałem już o nim, całkiem niedawno nawet. I powiem Wam… po raz pierwszy czułem się w warszawskim oddziale jak za dawnych lat w Bydgoszczy. Improwizowany koncert, yassem przesiąknięty… sączenie piwka… jakiś taki klimat nowojorski z lat 50… no tak, ale wiem, że do niektórych (z mojej chyba dziesiątki współtowarzyszy) niekoniecznie klimat ten przemawia.

Na samże koniec naszej nocy odwiedziliśmy jednak miejsce offowe, lekko zapomniane, takie o którym nikt nie słyszał i nikt nie wiedział, że coś takiego jest. Na tyłach Dworca Wschodniego, na dwóch pięterkach starej kamienicy rozłożyły się pracownie artystyczne, małe wystawy i instalacje. Było artystycznie (artyści wieku absolutnie każdego po buteleczce wina są zawsze rozkosznie niezrozumiali, zwłaszcza jak sami tłumaczą swoje abstrakcyjne prace). Odwiedzaliśmy salę za salą, pokój za pokojem i studio za studiem.

Na końcu korytarza, w ciemnym, ledwo rozświetlonym pokoju zastało nas jednak coś, co w całej bodajże dziesiątce wywołało absolutne osłupienie, wzruszenie, wewnętrzną i zewnętrzną ciszę i kontemplację. W ciągu jednej chwili wpadliśmy w absolutnie przeogromny zachwyt. Wszyscy razem i każe z nas z osobna.

W ciemnym pomieszczeniu, podwiązane do sufitu, wisiały dziesiątki zakapslowanych butelek – delikatnie podświetlonych od spodu, kołyszących się lekko i obracających. W każdym ukryta była stara fotografia, każda kryła w sobie zamkniętą historię – jak poczta butelkowa z przełomu wieków. Piękne i dostojne, ciekawe i trochę tajemnicze. Niesamowite. Piękne po prostu. Dla tych butelek należało przejechać pół miasta, dla tej instalacji opłacało się męczyć z ludzką tłuszczą. Tam nie dotarł prawie nikt. Byliśmy sami z wiszącymi butelkami. Co jakiś czas wchodziła para czy mała grupka osób. Zdjęcia atmosfery nie oddają, ale może pokażą odrobinę tego klimatu. Ale wiem, od samej artystki nawet, że niedługo zawisną te butelki w jednym z warszawskich parków. W nocy. I będę tam na pewno.

nm0

nm1

nm2

No więc jak, Palpie? Hejtujesz Noc Muzeów czy nie? Ależ hejtuję z ogromną przyjemnością. W tej formie jaką prezentuje Warszawa (i inne polskie miasta pewnie też) nie ma racji bytu. Jest pospolitym, bezsensownym ruszeniem mas, bez składu i ładu. Ani to fajne, ani edukacyjne ani przyjemne. O aspektach kulturalnych nie wspomnę, bo i brak. Trzeba brać przykład z kolebki Nocy Muzeów – Berlina. Tam takie noce obywają się 2-3 razy w roku. I uwaga, są biletowane. Tak, karnet kosztuje 18 eurasów. I niech kosztuje w Warszawie 25 złociszy. Kupię, jak będę miał pewność, że nie będzie przypadkowych osób robiących sztuczny tłum, by powiedzieć, że w muzeum byli (za darmo, kurwa! Ja będę za kulturę kurwa jeszcze tym jebanym złodziejom płacił? Ja???). 25 złotych to nawet nie bilet do kina. Stać 99% zainteresowanych. Ale ja wiem! Biadolenie z prawa i z lewa że to dobro narodowe i za darmo raz na rok mogą nawet ci, co ich nie stać zobaczyć muzeum. I że to wydarzenie samo w sobie. Bzdura kompletna. Właściwie do każdego warszawskiego muzeum można w jeden dzień w tygodniu wejść za darmo. A do niektórych w ogóle nie ma biletowanego wstępu.

Tyle. Drugi raz z rzędu mówię, że to był ostatni raz. Ale pewnie za rok znów się przegrupujemy i wyruszymy. Teraz już wiem, że nie dla mnie muzealne autobusy i miejsca, które mogę zobaczyć każdego innego dnia. Bo piękne rzeczy poukrywane są gdzieś na zadupiach, z dala od utartych szlaków. I dla nich warto trochę poszperać.

 

Czytaj więcej na moim blogu 

Reklamy
Otagowane , ,

11 thoughts on “Grillowana Noc Muzeów – czyli kulturalny absurd ze słomą w butach w tle.

  1. Bardzo to ciekawe !

    Lubię to

  2. No i zostałam przez Pana wzruszona, wstrząśnięta i nie mieszana 🙂 Dziękuję za super miłe słowa! Przypadkiem do Pana trafilam, bo widziałam, że mnie Pan zalubił więc wchodzę popaczeć co tu słychać… i takie miłe zaskoczenie mnie spotkało, bo swoje cudeńka zobaczyłam!
    Dziękuję i zapraszam na następne!

    Lubię to

    • Palpfikszyn pisze:

      Kasiu,

      (Nie będę „panował” i o to samo apeluję!) Nie bądź ani wstrząśnięta, ani zmieszana. Instalacja jest znakomita, mam nadzieję, że w oparciu o nią zaskoczysz jeszcze wielu zwykłych szaraczków takich jak my 🙂

      Ja czekam z niecierpliwością na następne odsłony, bo było magicznie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. azkabazkan pisze:

    Myślę, że to przejściowy szał tak jak kiedyś maratony filmowe organizowane w kinach. Do północy jest fajnie a potem wszyscy łapią muł od nadmiaru popcornu i popierdują do 5 rano.

    Lubię to

  4. A ja nigdy nie byłam, właśnie dlatego że te tłumy mnie odstraszaja a raczej zniechecaja. Jestem absolutnie za biletami!

    Polubione przez 1 osoba

  5. ja byłam raz na NM. kilka lat temu. wytrzymałam też jakoś do 22-23. potem nogi mi odpadły od stania w kolejce i wróciłam do domu. otworzyłam piwo i oglądałam internety.
    niestety nie miałam takiej ekipy która by chciała szukać nowych, zapomnianych przez społeczeństwo miejsc. chcieli do „popularnych”

    Polubione przez 1 osoba

  6. MJScott pisze:

    Butelki mega!
    Byłam wczoraj na Nocy Muzeów w Poznaniu – sama, większą ekipą oblecieliśmy tylko Nową Gazownię i Muzeum Motoryzacji, później oni poszli pić nad Wartę, a ja na spokojnie ogarnęłam to, co chciałam. Plus na koniec załapałam się na próbę Nabucco w poznańskiej Operze. Ludzi było od cholery i jeszcze trochę, ale wszyscy wyglądali i zachowywali się, jak trzeba.
    U nas w kraju wciąż panuje przekonanie, że jak coś jest za darmo, to trzeba iść koniecznie. A jeśli kiedyś może być za darmo, nie ma sensu wydawać pieniędzy wcześniej. Kwestia mentalności.

    Jeśli wprowadzą karnety, pewnie kupię. Ale jestem prawie pewna, że połowie ludzi, którzy wczoraj przetoczyli się przez muzea, nawet to do głowy nie przyjdzie.
    I dobrze, będzie luźniej 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

perfumomania

subiektywnie i ze szpileczką o perfumach...

JA SKORPION

There is another world, but inside this one, inside me.

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Introweska

Anomalie życiowe

Panna Maruda vs. Świat

Z życia pracoholika. Krytycznym okiem o korporacyjnej egzystencji i wrażliwej duszy poszukującej szczęścia .

Jak napiszę, to będzie

Opowiadania, e-booki, przegląd wydawniczo-kulturalny. Blog Agnieszki Żak

escaape

into another world

Kulturalna szafa

#czytajkulturalnie

pocichutku

.. kilka słów ..

Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Siupster

Uwaga, Wielki Siu pisze!

cmentarzysko dudsów

by Agata Rutkowska

Book Emperor.

czyli teksty od władcy puszczy.

sztuka prostoty

Blog o wnętrzach, o tym jak wpływają na nasze życie, aby stawało się proste i szczęśliwe.

codziennik

notatki. fotografie. myśli

%d blogerów lubi to: