Co zrobisz gdy ci powiem, że mózg nie jest w głowie?

mozgA mózg jaki jest każdy zobaczyć może. Są miejsca, które błogosławisz Boże”. Każdy je ma, prawda? Masz je Ty, mam je ja. Ma je chyba też Kazik Staszewski. Miejsce, w którym się przebywa nie dla jakiegoś większego, ponadczasowego celu, nie dla lansu nie dla potrzeby chwili – dla znalezienie odpoczynku, chwilowego powrócenia do tego, co kiedyś w życiu było ciekawe, ważne, interesujące, dziwne. Dla wspomnień jakichś. Witajcie w mózgu, a właściwie w „Mózgu”.

Ma być o miejscu w życiu Palpa szczególnym, klubie który odkrył moją wrażliwość, który pokazał dużą część życia, o klubie, w którym spotkałem ludzi, którzy ukształtowali jakoś moją wrażliwość; o miejscu, które skupiało w sobie jednostki nietuzinkowe, w jakimś sensie oryginalne, wyniesione na fali swojego pokręconego jestestwa na margines (a może poza niego?) ówczesnych mainstreamowych kanonów kulturalnych i społecznych. O miejscu, do którego wchodząc po raz pierwszy wpadało się w zachwyt i zauroczenie od pierwszego wejrzenia, albo nienawidziło, pogardzało nim i nie wracało nigdy więcej. O miejscu, które przesiąknięte było alkoholem, nikotyną, marihuaną, w którym waliło stęchlizną, tanimi dezodorantami sprzedawanymi na potęgę w latach dziewięćdziesiątych, a spod podłogi jebało energią – jak w piosence Kazika i Mazolla (posłuchajcie jej, żeby wiedzieć, o jakiej energii mówię). Rzuciłem się na temat ważny i ważki, ciężki i ciekawy, płytki i głęboki zarazem – temat miejsca do którego powracam, w którym spędzam prawie rodzinne pasterki i które będzie zawsze „moim” miejscem. Chciałem był mówić o miejscu, którego „filia” powstała właśnie w Warszawie – i do której boję się tam iść, by nie rozczarować się tak, jak to zrobiła cała gama mózgowych indywiduów znanych mi z bydgoskiej siedziby. Bo chyba miejsce to klimat, klimat to ludzie a ludzie są tam, gdzie byli, wracając choćby raz o roku, na święta… lecz nie ma ich i nigdy nie było w stolicy. To ci, którzy przychodzą by wciąż choć kilka godzin pobyć z tymi, którzy nas współtworzyli, by poczuć ten klimat sprzed lat, by popatrzeć jak 20-klikuletnie dziewczyny i niewiele starsi chłopacy tworzą teraz nową mózgową rzeczywistość – czy nam się to podoba czy nie. By ponarzekać „bo w 97 to były czasy dla Mózgu”, albo „kiedyś to były w Mózgu koncerty”… Tego tu, w Warszawie nie ma, i nie będzie. A jeśli się stworzy, to już beze mnie – bez mojej sofy, bez mojej półeczki z książkami i wiatrem w Mózgu (nie ważne, dla mnie ważna sprawa, ale żeby ją przeżyć to trzeba Mózg zamknąć, bo nikogo nie może być wtedy w środku).

Myślałem był, że to właśnie moment odpowiedni. Że to czas, by pokazać Wam miejsce ważne, świątynie mojego pseudotwórczego rozwoju, intelektualnych igraszek słownych, arenę moich zmagań z ludźmi bardziej ode mnie wtedy doświadczonymi życiowo, agorą i targowiskiem idei często wewnętrznie sprzecznych (co wtedy takie jednoznacznie oczywiste nie było). Żeby zapoznać Was ze sceną, na której rozgrywała się yassowa muzyka, którą nie o końca rozumiałem i performance, których sensu szukam do dzisiaj. Gdzie śmiech łączył się ze łzami, wzruszenia z gniewem, a przerost sztuki był czasem przerostem formy nad treścią, a czasem nieskrępowaną niczym i oczywiście nieprzyswajalną przez to treścią samą w sobie.

I konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni, czy to fakt, że poznałem kogoś, kto barwą swego wnętrza pasuje do klimatu starego Mózgu, czy może jednak to Mózg jest tym, co staram się w tej osobie dostrzec jest mym wewnętrznym katalizatorem i napędem do pisania tej notki. Ni chuja nie wiem, czy to może fakt, że po latach zostałem zmuszony we własnym domu do działań twórczych (tffurczyh), które kiedyś były naturalnym dopełnieniem wizyt w bydgoskim klubie. Ach, nie nie, nie pomyślcie źle! Nie użalam się w ogóle i nie szukam teraz wytłumaczenia moich działań! Z minuty na minutę i z godziny na godzinę czułem – i czuję, że jeszcze trochę kreatywności we mnie siedzi, takiej nieupuszczanej przez lata całe nagromadziły się jej wręcz całe pokłady! Odrzucając trochę lęk przez ośmieszeniem (raczej we własnych oczach, a nie drugiej osoby) i zrzucając zasłonę samokrytycyzmu – największego mojego „artystycznego” hamulcowego, daję upust temu, co sprawia przyjemność, rozwija, łączy, daje temat do niezliczonych dyskusji; nakazuje interpretować, badać siebie samego i osoby trzecie, rozmyślać i kojarzyć, myśleć i analizować…

Dobrze mi dzisiaj z tym, że ktoś zmusza mnie (z moim pełnym przyzwoleniem) do prób tworzenia czegokolwiek, co nie jest blogową notką raz na miesiąc – i w sposób inny niż rzędy słów przechodzących przez klawiaturę. Bo w rzeczywistości Palp nawet wypowiadać się składnie nie potrafi – jak już może niektórzy wiedzą, ma duże problemy z wyrażaniem uczuć, mówieniu o emocjach, dyskutowaniu o rzeczach duchowych. Nie mówiąc już o twórczości innej niż pisanie, które są Palpowi całkowicie obce – w teorii i w praktyce właściwie. Na tematy pierdołowate może dyskutować przecież do samego rana. Ciężkie tematy raczej przemilcza się we własnym towarzystwie. Ale żeby o razu… tworzyć? Zostawiać po sobie coś materialnego? Na to Palp nie był chyba do końca gotowy…

Bo Palp choć nigdy na znawcę sztuki się nie snobował, to lubi Dalego i docenia w ludziach umiejętność rozpoznania Opałki, o Abakanowicz nie mówiąc. A jeśli ktoś już wie, kim jest Annie Leibovitz, to Palp w siódmym niebie jest i tak sobie myśli, że spotkał osobę mega wyrobioną (skoro ja znam i druga osoba zna, to jesteśmy zajebiści, dobrze rozumuję w swym niczym nieograniczonym egocentryzmie?). Nie, nie, nie, nie będę Wam opowiadał, jak kiedyś w moim pokoju – dobrze, w pokoju w mieszkaniu moich rodziców – powstało w jedną noc ogromne drzewo z papieru toaletowego. Owoc przebłysku weny, zrealizowany w kilka czy kilkanaście godzin. Nie będę mówił o krótkich formach, fragmentach scenariuszy (wtedy jak się wydawało: genialnych, teraz wiem: fatalnie autobiograficznych), rysunków, kolaży wylepianych na ścianach i opowiadań pisanych na marginesie codzienności. Nie, nie ma w sumie o czym mówić.

No i miało być o Mózgu, a wyszło jak zawsze, na temat inny niż niby zakładałem – ale powiem Wam coś skrycie. Zaplanowałem tą notkę od A do Z – znów nie ma w niej przypadku i nie ma – choć może tylko pozornie nie ma – chaosu. Chciałem tylko napisać, że poznałem kogoś, kto gdy milczy – nie wywołuje u mnie strachu, a jeno olbrzymią ciekawość tego, o czym tak strasznie głośno się nie wypowiada wypełniając tą swoją ciszą całe mieszkanie. Bo wiecie jak to jest z nic-nie-mówiącymi? Jak to mawia mój Przyjaciel (nie bez kozery wielką literą pisany): „Strzeż się milczącego. Nigdy nie wiadomo o czym milczy”. Bo wiecie… fajnie się zrobiło, ktoś odważył się stawiać przede mną nowe wyzwania. Takie, od których się już odzwyczaiłem, a chciałbym znów je widzieć na horyzoncie.

I takich Ludzi wokół Wam na ten nowy rok życzę.

Ach… bym zapomniał, to notka promocyjna. Dali mi miliony przeżyć i tysiące nauk. Więc reklamuję: idźcie do Mózgu, bo z tego tekstu nie docenicie magii tego miejsca.

 

Czytaj więcej na moim blogu 

Reklamy
Otagowane , ,

3 thoughts on “Co zrobisz gdy ci powiem, że mózg nie jest w głowie?

  1. Moi znajomi mieszkający w Toruniu często jeździli do Bdg do „Mózgu” właśnie, więc kojarzę klimat 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. goldenbrown pisze:

    Ale fajnie 🙂
    Cieszę się, że masz z kim pomilczeć na wiele tematów 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

perfumomania

subiektywnie i ze szpileczką o perfumach...

JA SKORPION

There is another world, but inside this one, inside me.

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Introweska

Anomalie życiowe

Panna Maruda vs. Świat

Z życia pracoholika. Krytycznym okiem o korporacyjnej egzystencji i wrażliwej duszy poszukującej szczęścia .

Jak napiszę, to będzie

Opowiadania, e-booki, przegląd wydawniczo-kulturalny. Blog Agnieszki Żak

escaape

into another world

Kulturalna szafa

#czytajkulturalnie

pocichutku

.. kilka słów ..

Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Siupster

Uwaga, Wielki Siu pisze!

cmentarzysko dudsów

by Agata Rutkowska

Book Emperor.

czyli teksty od władcy puszczy.

sztuka prostoty

Blog o wnętrzach, o tym jak wpływają na nasze życie, aby stawało się proste i szczęśliwe.

codziennik

notatki. fotografie. myśli

%d blogerów lubi to: