Golonka po londyńsku.

golonkaW ramach tygodnia wegańskiego kuchnia zapełniła się smakołykami. W wielkim, kolonijnym garze powoli dochodzą do siebie dwie golonki. Po półtora kilo każda. Z wiadrem warzyw, z których powstanie cudny wywar. Czyli golonka po wegańsku. Tylko u mnie. Wywar spożytkuję na jakąś zupę w późniejszym terminie, a wkładkę podam z parzybrodą (nie-zupną) i kilogramem musztardy. Zawsze robię pieczoną (taką jeno z piekarnika) ale tym razem skusiłem się na jakiś przepis na skróty z dwugodzinnym gotowaniem i dwugodzinnym pieczeniem. Mam nadzieję, że gościom jutro będzie smakować. Ja w tym czasie przemyślę po raz kolejny to, co trzeba zrobić.

Ja tu sobie gadu gadu o żarciu, a w ciągu kilku ostatnich tygodni dużo się porobiło. Chroniczny brak kasy w ostatnich miesiącach zmusił mnie do poszukania pewnego źródełka przychodów. Pewnego znaczy comiesięcznego, stałego, wystarczającego na przeżycie. Przypiliło mnie strasznie, na tyle, że pracować będę w pewnej firmie, która produkuje ogromne, powerfull aplikacje do zarządzania wielkimi projektami, o których nie mam najmniejszego pojęcia. Tak więc od dwóch tygodni siedzę i uczę się rzeczy, o których nie słyszałem nigdy w życiu wiedząc, że za dwa następne będę miał w stopce maila coś-tam z dodatkiem „engeneering”. Żeby było śmieszniej, najpierw przyswajam wiedzę po angielsku, a szczegóły klaruję w języku Goethego. No tak, nie wspominałem jeszcze, że to mój „drugi” język? No to wspominam. Ale jak zobaczyłem windę z niemieckim menu to się cały dzień przyzwyczajałem. Ja już nie będę pisał o clue całego intensywnego szkolenia, czyli słownictwa czysto technicznego i informatycznego, nieznanego mi nawet w naszym język ojczystym. Szukanie Klientów do mojego projektu odłożyłem na półkę – żeby zbudować prototyp potrzebuję kilkunastu tysięcy, żeby zacząć jego promocję – kolejnych kilkudziesięciu (uczestnictwo w jednej konferencji czy jednych targach to około 30-35 tysięcy złotych…). Podjąłem też decyzję, że w przypadku otrzymania korzystnej propozycji w UK – przenoszę się tam na rok, dwa, może dłużej. Korzystna to taka, która da mi możliwość normalnego życia i odłożenia kasy (w sensie spłacenia moich zobowiązać i zaoszczędzenia czegoś co miesiąc); nie interesuje mnie taka, która da mi kasę na życie. To w chwili obecnej mam taką i tutaj. Nie daje możliwości odłożenia czegokolwiek, ale chociaż może normalnie funkcjonować. Nie jest to rozwiązanie optymalne, ale takie jest życie. Albo tutaj żyć z dnia na dzień, albo w końcu skrzystać z jakiejś okazji. Cóż, tłuste lata wyjazdów się skończyły, nadeszła szara polska rzeczywistość.

Zmęczony jestem codziennością, moi Drodzy. Tak, tak. Nie ekscytują mnie ekscesy PISiorów, nie oburza głupota czarnych w sukienkach, nie denerwuje ksenofbia „prawdziwych patry-jotów” ani nie podnieca jakiś plan wakacyjny na przyszły rok. Wkurwia mnie wszechobecne dżingyl-bels i last-krismas i słońce zachodzące o piętnastej połączone z codziennością kataru (czasem mam wrażenie, że wysmarkałem już połowę ośrodka w mózgu odpowiedzialnego za odczuwanie czegokolwiek).

Golonki odszumowane. Dodałem jałowca. Lubicie? Dla mnie to jedna z ulubionych przypraw. Taka leśna i mega polsko brzmiąca.

No więc co? Piwko otwarte, otwarta również strona z ciekawą opcją pracy w Londynie. Wysłać? Nie wysłać? Nie wiem, w weekend pomyślę. Teraz head hunterka wysłała moją kandydaturę do dużej firmy szukającej account managera na Europę Wschodnią. Przeszedłem kilkudziesięciu kandydatów i zostałem w Top 4. Znów pewnie przegram w końcowej gonitwie z kimś biegle władającym rosyjskim. Już tak kiedyś było. A szkoda, bo praca – a zwłaszcza płaca – wygląda bardzo obiecująco. To mógłby być mega skok do przodu. Nowa jakoś życia, nowe warunki finansowe i nowe wyzwanie.

Miłego wieczoru wszystkim życzę. Idę pilnować mięcha. Być może następną będę gotował w Londynie.

Reklamy

2 thoughts on “Golonka po londyńsku.

  1. dinki pisze:

    Powodzenia!

    tak na sucho to ciezko ale potem bedzie slownictwo juz samo wchodzic do glowy.
    lerning by doing

    Lubię to

  2. elasola pisze:

    no i git, Palpuś! nie interesujmy się już nigdy PISiorami, czarnymi tylko wtedy, gdy w końcu zrobią coś dobrego, a co do pracy – raz na wozie raz obok wozu, jest nieźle a na pewno wkrótce będzie co najmniej dobrze. i – z okazji Świąt – pamiętajmy, że ostatecznie najważniejsze są życie i miłość! więęęc, goloneczki, pozwolisz, nie skomentuję 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

perfumomania

subiektywnie i ze szpileczką o perfumach...

JA SKORPION

There is another world, but inside this one, inside me.

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Introweska

Anomalie życiowe

Panna Maruda vs. Świat

Z życia pracoholika. Krytycznym okiem o korporacyjnej egzystencji i wrażliwej duszy poszukującej szczęścia .

Jak napiszę, to będzie

Opowiadania, e-booki, przegląd wydawniczo-kulturalny. Blog Agnieszki Żak

escaape

into another world

Kulturalna szafa

#czytajkulturalnie

pocichutku

.. kilka słów ..

Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Siupster

Uwaga, Wielki Siu pisze!

cmentarzysko dudsów

by Agata Rutkowska

Book Emperor.

czyli teksty od władcy puszczy.

sztuka prostoty

Blog o wnętrzach, o tym jak wpływają na nasze życie, aby stawało się proste i szczęśliwe.

codziennik

notatki. fotografie. myśli

%d blogerów lubi to: