Jak to piloci pracują na destynacjach i jak to się ludzie tym ekscytują…

palmy

Od kilu dni noszę się już z chęcią zajęcia głosu w dyskusji dotyczącej pilotów i rezydentów jaka rozgorzała na gazeta.pl. Ostatnia wypowiedź, mająca być głosem eksperckim, należąca do weterana pilockiego (który to, uwaga! – jest pilotem po 53 krajach) spowodowała, że szczęka mi opadłą na stół. A i pan Marek, który się wypowiada, mimo ogromnej wiedzy praktycznej i znajomości zasad panujących na rynku sprawia wrażenie dość oderwanego od rzeczywistości w kilku miejscach.

Czytając (kilka razy) artykuł na gazeta.pl nie mogę nie dodać kilku słów od siebie. Na początek może jednak, czego nikt ani w gazecie.pl ani z ludzi, którzy się udzielali, należy bardzo dokładnie rozgraniczyć kto jest kim i jakie ma obowiązki „na destynacji” (wiem, że jeszcze słowniki języka polskiego nie zauważają tego wyrażenia, ale pozwalam sobie go używać). Trochę to straszne, a trochę śmieszne, ale dziennikarze nie znają jeszcze różnic między tymi profesjami i zamiennie używają wszelkich terminów. Pojawiają się później koszmarki typu „nasz przewodnik w hotelu bywał 3 razy w tygodniu”, a „rezydent nie miał wiedzy specjalistycznej o Muzeum Egipskim”.

Rezydenci. Ci, którzy z ramienia biura podróży opiekują się interesami biura i interesami Klientów. Robią czasem transfery (bo od transferów często są ludzie z biura lokalnego, tego biura w Grecji, Turcji czy Egipcie, które kontraktuje dla biura podróży hotele, samochody, daje kawałek biura czy opiekę prawną dla pracowników), odwiedzają Klientów w hotelach w czasie tzw. dyżurów  – czyli czasu, kiedy to rezydent jest w hotelu do dyspozycji swoich Gości, odpowiadają na pytania, doradzają, jak najlepiej spędzić urlop, pomagają w planowaniu, rezerwują wycieczki czy samochody a także rozwiązują bieżące problemy.

Przewodnik jest osobą, która ze względu na swoją wiedzę opiekuje się turystami, którzy wykupili wycieczki i opowiada o nich w trakcie podróży. Widzimy różnicę? Rezydent: sprawy techniczne, przewodnik wiedza o zabytkach. Tak w skrócie. Jeśli rezydent jedzie na wycieczkę i „opowiada” to robi pracę przewodnika. Zawsze (albo niemal zawsze) przy nim będzie „lokalny przewodnik” – jest to osoba „stamtąd” która teoretycznie powinna prowadzić wycieczkę (oprowadzać i opowiadać). Najczęściej nie robi tego, bo wielu rezydentów z krajów niszowych na tyle oklepała sobie temat, że tłumaczenie na żywo jest po prostu stratą czasu. Tak to też robiliśmy.

Każdy rep (rep=rezydent) i każdy przewodnik kiedyś jest pierwszy raz na destynacji i pierwszy raz jedzie z grupą. Wierzcie mi, nie ma niczego bardziej niepokojącego, jak wizja wyjazdu z grupą do świątyni Hatszepsut i Karnaku, będąc tam tylko raz w życiu. Ale jak myślicie, że każdy rep/przewodnik był w tym miejscu miliard razy, to się mylicie. Są tacy co byli, a są tacy, którzy są początkujący. To trzeba zrozumieć. Każdy musi jakoś zacząć. Na objazdówkach dobrze jest, jeśli pilot wie gdzie jest i mówi coś sensownego, w ważnych miejscach jednak należy mieć przewodnika lokalnego – specjalistę od tematu. Bo jak ktoś mówi, że może robić przewodnictwo po 50 krajach to… no cóż.  Ja bym wolał dowiedzieć się czegoś od prawdziwego speca.

Pilot. To osoba ściśle związana z podróżującą grupą. To osoba, która ogarnia sprawy techniczne i jest odpowiedzialna za całokształt wycieczki. W przypadku wyjazdu objazdowego, najczęściej pilota poznaje się już na Okęciu, w przypadku krótkich fakultetów: na miejscu, w autokarze. I najczęściej, o ile polski rep jedzie na wycieczkę, to musi być traktowany jako pilot, osoba techniczna, a nie przewodnik. W każdym kraju należy mieć przewodnika lokalnego. Całe szczęście obecnie w Egipcie czy Turcji pojawiają się przewodnicy lokalni mówiący po polsku, więc przejmują pilotaż i przewodnictwo. (Z pełną premedytacją omijam teraz temat objazdówek autokarowych, które mają trochę inną konstrukcję).

Oczywiście, i tego nie możemy ukryć, często te role się zacierają i rep jest pilotem i przewodnikiem (de facto), co jest w większości przypadków wbrew lokalnemu prawu.

Teraz chwila o repach, czyli rezydentach.

Rep w większości zatrudniony jest w kraju, skąd przyjeżdżają jego Klienci. Wyjątki to biura, które niby mają siedziby „tu”, a właściciele są stamtąd, i stamtąd się rządzi firmą. Wtedy rezydenci otrzymują nic nie warte, śmieciowe nawet na gruncie tamtejszego prawa pseudoumowy. Jak śmieszne to są umowy? Kiedyś zaproszono mnie na rozmowę do jednego z tych biur. Pan, Turek, dał mi umowę do podpisania. Miałem napisane że będę „representative”, a rozmowa była o „destination manager” – którą to pracę miałem wcześniej w innym biurze. „Umowa” była tak skonstruowana, że nie było obowiązków (tylko to, co zleci turecki szef), za mieszkanie było potrącane z pensji i szef miał jednogłośną władzę sądowniczą i wykonawczą w zakresie karania pracowników za najmniejsze gówno (i wiem, że tak właśnie robili). Mało tego, dwa punkty były niejasne. Pan Szef Wszystkich Szefów nie potrafił mi wyjaśnić o co chodzi. Zaproponowałem usunięcie ich z umowy, nie zgodził się. Poza tym miałem jechać jako „zwykły rep” a później „zobaczymy”. No cóż. Wtedy już chciałem być nie repem ale head repem. Ale firmy polskie zatrudniają przede wszystkim w Polsce (oprócz tych tzw. polskich z kapitałem arabskim czy tureckim – no chyba że coś się zmieniło). Ja miałem olbrzymią nieprzyjemność pracować dla takiego biura zatrudniającego na miejscu przez kilka miesięcy. Nie znacie, niemieckie biuro, niemieccy turyści, niemiecki rynek. Pracowałem też dla biur polskich (niektóre nie istnieją już) i dla dużego koncernu niemieckiego.

Jakie są więc warunki? Właściwie zawsze była to minimalna krajowa. I nie ważne czy pracowałem dla Polaków czy Niemców. Oczywiście zachodnia minimalna byłą wtedy trochę powyżej średniej polskiej. Do tego w kontrakcie miałem premię od sprzedaży wycieczek fakultatywnych 10% ich wartości. Nie wiem, skąd „pan pilot” wziął max 5%. Nigdy się nie spotkałem z taką sumą. Może teraz są inne realia, ale ja się z takim procentem nigdy nie spotkałem. Kiedyś miałęm nawet okazję pracować dla firmy, która NIE płaciła podstawy. Czyli pracowałem za prowizję ze sprzedaży. Tak, to była polska firma, i nie, już nie istnieje. Do tego zakwaterowanie (jego jakość często, szczególnie w przypadku polskich biur, pozostawiała do życzenia). Problem jeśli chodzi o jedzenie. Polskie, nawet duże biura kiedyś miały w dupie. Zasada: jesteś na destynacji, radź sobie sam. Nawet miałem dość duże ścięcie sądowe o niewypłacone diety zagraniczne, bo w końcu pracowałem na gruncie prawa polskiego. Niemcy natomiast zapewniali co najmniej dwa posiłki dziennie plus dietę. W praktyce mieszkałem często po kilka miesięcy w all inclusive więc i wieczorem na whisky mogłem sobie iść do baru już jako osoba prywatna (nie uwierzycie, ale Niemcy widząc rezydenta „po prywatnemu” nie zasypują gradem problemów typy brak papieru w łazience. Jeśli wchodzą w jakąś interakcje, to zapraszają na kawę lub piwo…)

Co do wycieczek fakultatywnych, bo o nich wiele było ostatnio. Te od rezydenta są droższe i jest to sprawa jasna. Nie ukrywajmy: musi z tego mieć kasę polskie/niemieckie/brytyjskie biuro podróży i rezydent. Taka jest prawda.  Plusy są właściwie dwa. Po pierwsze jedzie się z ludźmi, których się zna z „turnusu” – jeśli to dla kogoś ważne. Druga: jeśli coś nie pójdzie jak trzeba – można reklamację złożyć. A u lokalnego często nie za bardzo. A wyobraźcie sobie, że teraz pojechaliście do Luksoru, przytrzymały was zamieszki i nie zdążyliście na samolot. Jeśli jedziecie „od rezydenta” – wyślą was najbliższym samolotem. Jeśli „z miasta” to po prostu… nie stawiliście się na samolot. Aaaa, i nie wierzcie repom, że nie macie ubezpieczenia na czas wycieczki z innym biurem. Macie, to obowiązek ustawowy. Jesteście ubezpieczeni na cały czas pobytu. Decyzja znów należy do Was.

Restauracje po drodze? Jak to są „przelotówki” takie na kibelek i kupno wody, pilot/rep/przewodnik i kierowcy dostają wodę, batoniki czy jakąś pizzę/lokalne jedzenie. W restauracji dostają dokładnie to, co Klienci. Byłoby to bardzo niedobrze, gdyby pilot jadł osobno. Pomyślcie. Turyści jedzą „turystyczne zestawy” a pilot w knajpie obok coś innego? Nie, tak nie powinni być. Z doświadczenia wiem, że przy kontraktowaniu zakłada się jeden bezpłatny posiłek na 15 osób płacących. Płaci knajpa. Jeździłem też z mini grupami. I wtedy uwaga, biuro płaciło za moje posiłki wrzucając to w cenę mini grupy (między innymi dlatego jak się jedzie w małej grupie płaci się więcej – są  to koszty rozkładające się na mniejszą liczbę osób). W żadnym kraju nie otrzymałem ani grosza w restauracji.

Sklepy. Możecie śmiało przyjąć, że w każdym sklepie, do którego podjeżdża autokar, albo pilot, albo przewodnik, albo  biuro ma prowizję. Najczęściej całą trójka. Ale nie przesadzajmy, jest to raczej 10% niż 50%. I szczerze mówiąc dla repów/pilotów polskich biur to było główne źródło zarobku. I ja zaapeluję: jeśli nie chcecie kupować w sklepach „polecanych” – nie kupujcie. Nie ma przecież obowiązku! Tak, najprawdopodobniej będzie tam drożej! Co do możliwości wyboru, to tak jak napisał pan Marek: pilot/przewodnik ma niewielki wpływ na wybór miejsca w 90% przypadków. Nawet w takich fabryczkach w których jest jeden warsztat i akurat stał autokar: czekało się na kolejkę albo ruszało do drugiego „zapasowego” miejsca. Zgodzę się również, że pilot wycieczki w jakimkolwiek sklepie wywołuje przeważnie u właściciela odruch prowizyjny. Raz się o tym przekonałem, kiedy miałem prywatną wycieczkę z „lajtowym” programem na prośbę grupy. Był czas wolny, było dokładniejsze zwiedzanie Kairu, było wolniej i sympatyczniej. Starsi ludzie nie chcieli pędzić i wzięli sobie 2-dniową wycieczkę prywatną. W jednym miejscu  odnaleźli sklep ze złotem, zapytali czy mają 10 minut, weszli do środka. Po 15 przyszli po mnie, żebym doradził co kupić, bo chcieli coś, co swoją symboliką będzie coś znaczyć. Krótko: chcieli wiedzieć, co jest na złotych wisiorkach, figurkach i innych tego typu precjozach. Spędziliśmy tam z godzinę. Wybrali kupę pamiątek, byli mega zadowoleni. Aż się zdziwiłem, gdy przy wyjściu dostałem od sklepu kopertę. Nie rozmawiałem z nikim na zapleczu i nie prosiłem o kasę. Sami mi ją dali bez dyskutowania.  Postój nie był planowany, Goście mega zadowoleni, ja mega zadowolony. Dostałem prowizję roku, mimo, że szacuję, że dostałem (wskazane przez pana Marka, tu wyjątkowo) 5%. Tak przypuszczam, nie patrzyłem Klientom na ręce, gdy płacili.

Co do zarzutów wielu na forum, że piloci mają nikłą wiedzę.  Ja zapytam: gdzie był przewodnik??? Czemu nikt nie zaczepił przewodnika? Niech mówi, a pilot niech tłumaczy! Pilot jest osobą techniczną! Ma być ogarnięty, ma wiedzieć dokąd jedzie i co się dzieje wokół. Przy zabytkach powinien mieć przewodnika lokalnego! Tak to wygląda na całym świecie! Wiem, po prowadziłem kiedyś przez chwilę kilka grup… azjatyckich w Polsce. Ja mówiłem (albo przewodnicy, gdzie było trzeba) a pilotka tłumaczyła. Jeśli jednak pilot jest dupa i w autobusie nie wie, gdzie jest, to jest rzeczywiście kiepsko przygotowany, i tu też dyskusji nie ma.

Na koniec do pana Marka. Panie Marku, współczuję pana turystom, jeśli w drodze z Hurghady do Kairu będzie pan ględził całą noc. Wyrusza się w nocy, koło 1.00 i jedzie całą noc, żeby cały dzień zwiedzać Kair. Co by pan opowiadał? Bajki z 1001 nocy? Przecież ci ludzie muszą przetrwać cały dzień w słońcu! Przegonić ich trzeba po Muzeum, po Gizie, starym Kairze i Cytadeli! Ja bym szybko uciszył takiego „przewodnika”. Jakiekolwiek przewodnictwo zaczyna się po wschodzie słońca, jak coś widać i jak się zbliżamy do miasta. W drodze powrotnej natomiast połowa zasypia ze zmęczenia. Puszcza się jakiś film związany z Egiptem, i o ile ludzie w autobusie mają siłę: zostaje się do dyspozycji jeśli turyści mają pytania czy wątpliwości (i proszę mi wierzyć, większość odsypia w drodze powrotnej cały dzień zwiedzania). Wycieczka do Kairu była zawsze cholernie wymagająca pod względem kondycyjnym (tak dla turystów jak i dla pilota) i nie ma sensu jeszcze bardziej ludzi męczyć.  Tak charakterystyczny jest Kair, ale szczerze mówiąc, nie słyszałem, żeby jakiś pilot zaczynał konspekt przewodnicki w środku nocy – co Pan sugeruje jako świetną praktykę. Więc to, że niemieckojęzyczny pilot nic nie mówił za wiele, to akurat jak najbardziej dobra praktyka. Dbał o swoich turystów, dał im przespać się przez zwiedzaniem i dał wypocząć po całym dniu zwiedzania.

A, i mała nieścisłość. Raz pan mówi, że niektórzy piloci są niekompetentni (mimo że „szkoleni”) a później grozi że deregulacja będzie szkodzić profesji. Więc jak jest? To „szkolenie” było gwarantem wysokiej jakości pracy? No chyba nie, skoro wciąż są czarne owce wśród pilotów, prawda? Więc co?

Panie Marku, ja swoją licencję zrobiłem jak miałem 19 lat, pracowałem całe lata i powiem jedno – nic na tych kursach się nie nauczyłem, co by mi było potrzebne. A pytania egzaminacyjne do tej pory pamiętam. Miałem wymienić  5 państw wyspiarskich na świecie i powiedzieć co jest a Agrze. Czyli wiedza ogólna. Po tych latach stwierdzam, że pilot/rezydent nie potrzebuje jakiegoś szczególnego szkolenia, poza szkoleniem z umiejętności pracy z grupą, technikom z zakresu psychologii, empatii, wiedzy o tym jak grupa zwiedza, co jest ważne, co mniej, na co trzeba uważać, a na co nie. I jak rozwiązywać problemy. A tego było jak na lekarstwo. Tu się liczy twardość, postawa, świetna znajomość języka… i parę innych cech, raczej nie do nabycia na kursie. To nawet nie wiedza „twarda”. Znałem kiedyś panią archeolog, która wcale nie była wybitnym pilotem na wycieczkach. Po prostu nie wiedziała, co może zainteresować ludzi (bo dla niej wszystko było mega interesujące) i mówiła za wiele nieprzyswajalnej dla przeciętnego człowieka wiedzy. Wiedzę miała mega mega ogromną. Ale czy jej turyści z tego skorzystali? Po co sinologowi wiedza o tym, co jest do zobaczenia w Biskupinie a co w Malborku? Przecież taki sinolog może być świetnym pilotem do Chin. Choć oczywiście nie musi. I zapewne nie będzie z młodzieżą po Polsce jeździł. Do swojej destynacji każdy musi się przygotować sam.

Nigdzie na świecie nie ma regulacji zawodu pilota – jeszcze o tym nie słyszałem. Jest regulacja zawodu przewodnika, co logiczne. Każdy chce obcokrajowcom przekazać swoją wersję historii. Pewnie Pan zna różnice w historii Grecji i Turcji, prawda? A poza tym, panie Marku, chyba pan wie, że dla egipskich czy tureckich biur to obojętne czy pracujący tam Polacy mają licencję? Ludzie jadą z lokalnym biurem a tam na wycieczce i w hotelu jest pan Turek z panem Egipcjaninem. Mają licencję czy nie? Czy to takie ważne? A może wybiórczo mamy to oceniać? Albo wysyłać polskojęzycznych przewodników na kursy do Polski? Ja uważam, że rynek sam weryfikuje takie przypadki. Pilot to nie lekarz, architekt czy inżynier, który musi mieć spełnione prawem umiejętności by móc wykonywać zawód. 

Tak Moi Drodzy. Tak to wyglądało parę(naście) lat temu. Czy się zmieniło? Nie sądzę. Ja pamiętam jeszcze jak do Hotelu Empire w HRG (do którego niedawno lasty były za tysiaka) jeździło się za 4-5 tysięcy na last minute, a z Polski do Egiptu latał jeden czarter tygodniowo. Ale czy zasady się zmieniły? Nie sądzę. Piloci to zwykli ludzie. Jedni podchodzą do pracy mniej, a inni bardziej poważnie i etycznie. Fajnie by też było, gdyby rozdzielić pilotów, przewodników i rezydentów w polskich biurach, bo to wcale nie jest standard. Tyle.

Możecie na koniec zapytać, w jaki sposób ja się zachowuję na wakacjach. Czy kupuję wycieczki fakultatywne u rezydenta czy na mieście, czy kupuję w sklepach podczas fakultetów czy nie. Śpieszę z wyjaśnieniem: nie jeżdżę na zorganizowane wakacje od wielu lat. Nigdy właściwie nie jeździłem. Czasem jeszcze rodziców wyślę, jeśli nie jadę z nimi. Kupują opcje 7+7 czy podobną (zawsze, lubią zwiedzać) i mają wycieczki zakupione w Polsce. A ja organizuję sobie wyjazdy samodzielnie. Tak jak chcę, tam gdzie chcę, i przeważnie taniej niż z jakimkolwiek biurem. A co do wszelakich all inclusive: to jeśli do tego momentu dotarliście, to wiecie, że nie robi na mnie wrażenia. Mieszkałem w dobrych hotelach kilka lat. Teraz interesują mnie inne wrażenia w podróży. Plaża jest ostatnim punktem wyjazdu, z którego mogę w każdej chwili zrezygnować. Ale: każdy spędza swoje wakacje tak jak chce i nie mi oceniać co lepsze a co gorsze… Wiem, że temat pilotów/rezydentów/przewodników ledwo rozpocząłem i dotknąłem – bardzo powierzchownie. Ale trudno w jednym poście napisać przemyślenia i przekazać wiedzę i doświadczenie zbierane przez kilka lat. 

——————————–

Czytaj więcej na moim blogu (może zainteresuje Cię mój przewodnik wczasowy w krzywym zwierciadle? 🙂

Reklamy
Otagowane , , , ,

10 thoughts on “Jak to piloci pracują na destynacjach i jak to się ludzie tym ekscytują…

  1. Kasia pisze:

    ciekawy wpis. Dzięki, też raz w życiu byłam na wyjeździe zorganozowanym 7 + 7 i było fajnie i wystarczy. Opcja all inclusive robi na mnie raczej negatywne wrażenie. Ja w podróżach uwielbiam podróże kulinarnie a więc co wieczór w innej knajpce/restuaracji itp. do tego butelka wina, itp. All inclusive bardzo by mnie ograniczyło i zubożyło. Poza tym kojarzy mi się z takim atawistycznym zachowaniem: zapełnić brzuch. A ja chcę usiąść w miejscu z pięknym widokiem, posmakować nie tylko potrawy ale atmosferę miejsca, a nawet to jak kelnerzy żartują z turystami, jak funkcjonują z tubylcami itp. Chcę rozkoszować się tym innym, niecodziennym, urlopowym światem..

    Lubię to

  2. ugoldenbrown pisze:

    Rzetelny komentarz do artykułu, świetnie rozprawiłeś się z krążącymi stereotypami! Najtrudniej jest zmienić przekonanie ludzi, że świat usług turystycznych wygląda nieco inaczej, że nie wszyscy chcą koniecznie oszukać turystę, naciągnąć go..
    Jeśli ocenia się usługę tylko pod względem ceny, proszę bardzo! Ale nie wolno zapominać, że bezpieczeństwo, pewność też kosztuje i warto za nie zapłacić, a nie mieć nadzieję, że przewodnik/rep itp zajmie się nami z czystej sympatii. Znam branżę turystyczną, ale od strony sprzedaży usług i trochę od strony produktu. I ręce opadały, jak przychodził klient i wręcz żądał rabatu w wysokosci 40%.. Nie każdy handluje towarem z Chin, żeby bawić się w takie zniżki 😉

    Lubię to

  3. yester pisze:

    Fajny komentarz. Generalnie to uczymy sie podrozowac i powoli stajemy jako Polacy, rozumnymi konsumentami. Za duzo jadow na forach wylanych, a za malo konstruktywnych jak ten komentarzy. Przede wszystkim warto wiedziec za co sie placi i co dostaje w zamian. Kupilem kupe wycieczek na bazarze w Naama Bay i pozniej za kazdym razem sie zastanawialem czy ktos mnie z hotelu zgarnie czy nie, czy ktos mnie odbierze z zabytkow czy nie. Fajny interes zrobilem ? Kasowo moze tak, ale komfort z tego sredni. Tyle ze bylem swiadomy za co place i tez nie wyzywalem innych od idiotow, ktorzy kupili z biura. Tak samo jak przed kupnem czyta sie plan wycieczki i podejmuje decyzje czy jechac, czy lepiej samemu, bo za duzo sklepow po drodze…Bylo i w druga strone, ze jechalem sam na wycieczke, a ze sie popilo w miedzyczasie i nie poczytalo przewodnikow, to i przyjemnosc ze zwiedzania zadna, bo nie wiedzialem co zwiedzam i zazdroscilem sluchajacym przewodnika z otwartymi buziami. Z tym ze ponownie swiadomie i bez wylewania zlosci.

    Lubię to

  4. Ja na wakacjach zorganizowanych bylam raz z kolezanka, bo nie chcialo nam sie samym nic organizowac. Zupelnie nie pasuje do tych zorganizowanych klimatow. A na all inclusive to hotel zrobil na nas niezly biznes, bo caly czas salatki wcinalysmy.

    Lubię to

  5. Andrzej pisze:

    Dzięki za ciekawe wyjaśnienie kilku spraw związanych właśnie z pilotami czy przewodnikami.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

perfumomania

subiektywnie i ze szpileczką o perfumach...

JA SKORPION

There is another world, but inside this one, inside me.

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Introweska

Anomalie życiowe

Panna Maruda vs. Świat

Z życia pracoholika. Krytycznym okiem o korporacyjnej egzystencji i wrażliwej duszy poszukującej szczęścia .

Jak napiszę, to będzie

Opowiadania, e-booki, przegląd wydawniczo-kulturalny. Blog Agnieszki Żak

escaape

into another world

Kulturalna szafa

#czytajkulturalnie

pocichutku

.. kilka słów ..

Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Siupster

Uwaga, Wielki Siu pisze!

cmentarzysko dudsów

by Agata Rutkowska

Book Emperor.

czyli teksty od władcy puszczy.

sztuka prostoty

Blog o wnętrzach, o tym jak wpływają na nasze życie, aby stawało się proste i szczęśliwe.

codziennik

notatki. fotografie. myśli

%d blogerów lubi to: