Jak to w kolejnych wiosennych powodziach kilka miliardów Polska utopi

Kwiecień, maj i czerwiec to tradycyjnie polskie miesiące użalania się. Albo jest za ciepło – i biedne ludziska nie wiedzą co na siebie założyć (a w międzyczasie użalają się, że po zimie figura jakaś nie ta i kryć trzeba tu i tam), albo za zimno, bo nagle temperatura spadła poniżej 20 stopni. Ale czas ten to tradycyjny polski okres powodziowy. Tak, od setek i tysięcy lat wciąż to samo. A biedny naród – jak co roku – zaskoczony.

A najbardziej ci, których to dotyka najczęściej. Ci mieszkający wzdłuż górskich i wyżynnych dolin górskich, w pobliżu rzek „lubiących” wylać jeśli nie każdego roku, to raz na kilka lat. I co jest? Pół Polski śledzi katastrofę. Skąd moja nutka drwiny? A z kilku powodów.

Po pierwsze jak to możliwe, że w takim kraju – bogatym, mlekiem i miodem płynącym i kryzysom się nie imającym – większe rzeki wciąż nie są uregulowane? Ja wiem, że ekologia, przyroda i tego typu akcje, ale nie dajmy się ogłupić ekoterrorystom. Nie może ich działanie prowadzić do śmierci czy przepadku/zniszczenia mienia. Bo tak sobie wymyślili że żabka czy motylek ma tam teren lęgowy. Takich należy wyciąć (ekologów, nie motylki) bo działają wbrew zdrowemu rozsądkowi i wbrew interesowi państwa. Ale: nie czerpiemy zysków z taniego transportu rzecznego – jak to robią Niemcy, nie tworzymy energii w licznych i możliwych do zbudowania hydroelektrowni jak to robią Skandynawowie i każdej wiosny boimy się powodzi – niemal jak mieszkańcy Indii i Bangladeszu? Załatwmy to raz na zawsze – kilka miliardów (może kilkanaście – ale skoro stać nas na stadiony to czemu nie na instalacje przeciwpowodziowe?), rozłożone na kilka lat. I duża część problemów z głowy. No, może nie tych ludzi, którzy mieszkają w terenach typowo górskich – ale oni powinni z mlekiem matki wyssać wiedzę o tym, że powodzie nawiedzać ich będą częściej niż innych.

Drwię też, bo powód drugi się znajdzie. Zobaczycie: jak co roku, i do nas przyjdą podtopienia, tu przerwie tamę, tam podmoczy ludziom chałupy, przerwie wały i wyleje dalej niż powinno. Wtedy licznie zgromadzeni politycy rządzący wydadzą lekką reką kilkadziesiąt milionów „odszkodowań” a opozycyjni: będą się rozwodzić nad miernotą corocznych przygotowań do kataklizmów. Oczywiście kasa gdzieś zniknie (chciałoby się rzecz: roztopi się na Podkarpaciu i utonie w milionowych odszkodowaniach na które wszyscy się zrzucimy) a powodzie wrócą w przyszłym roku. I znów politycy się pojawią (może nawet w gumiakach, albo na jakimś pontonie, w jakiejś zabitej dechami dziurze na zadupiu kompletnym) i obiecają kilkaset milionów. Pierdolona polska mania populistyczna.

Po trzecie, ale to już nie drwina, ale wkurw mały: czemu Ci ludzie nie ubezpieczają się od powodzi? Ja nie mówię od takiej katastrofalnej, takiej wiecie, stueltniej która rzeczywiście raz w stuleciu występuje – bo to prawdziwa katastrofa i państwo jakoś-tam pomóc powinno. Mówię o takich corocznych wylewach i powodziach. Przecież ci ludzie od lat mieszkają na tych terenach. Czy oni kurwa są aż tak głupi, żeby nie przewidzieć takiej powodzi? Nie mają kurwa mapy w domu? Czy z pełną premedytacją nie ubezpieczają się, bo szkoda kasy, a państwo i tak da na remont? Gdzie ja, w swojej miernocie intelektualnej, nie rozumiem retoryki tych działań? Od jakiegoś czasu corocznie jeżdżę na polską wieś. I wiecie co? To już nie jest w dużej mierze wieś z lat 80. Pełna kur, świniaków chowanych po kątach i wiejskich klimatów. Teraz bywam – na przykład – na Roztoczu (tak, w punktu widzenia dużego miasta: zadupie kompletne gdzie psy dupą szczekają a chujem wodę piją). Wiocha do której nie prowadzi żadna droga. Ta co jest ma na sobie dziury szerokości całej jezdni i długości kilku metrów. No i w takiej wiosze na próżno szukać chatek babuni – takich w rozsypce z kurami wokół. Wszędzie czyściutko, odmalowane, sprzęty rolnicze stoją, przed każdą chałupą co najmniej jeden samochód. Taka sobie polska „C”. Ja nie wiem, ale ilość samochodów na osobę przekracza znacznie ilość samochodów na głowę mieszkańca Gdańska, Poznania czy Warszawy. I tacy ludzie nie mają paru stów rocznie na ubezpieczenie swojego majątku? Przecież to TAK wygląda teraz polska wieś. To już nie jest daleki wschód. To są w dużej mierze ludzie dysponujący większą gotówką niż warszawski leming. Dopłaty do hektarów, unia-srunia i sprzedaż własnych płodów rolnych.  Stać ich. Wkurwia mnie to, że tych co dobrymi samochodami jeżdżą, i zajebiste chaty mają (bo kurwa przecież w TV nie pokażą chałupinki babuni jakiejś, tylko jak pokazują to hasjendy po kilkaset metrów kwadratowych) później płaczą, że podtopiło. Kurwa, stać było na dom 200, 300 czy 400 metrów? To stać będzie i na remont – jeśli nie było stać na ubezpieczenie. Tyle ode mnie.

A co gdyby zorganizować fundusz powodziowy? Część miejscowości obowiązkowo: każdy posiadacz domu, pola czy innej nieruchomości musi zapłacić ubezpieczenie na wspólny fundusz. Najbiedniejsi (bo tacy przecież oczywiście też są) – płaci za nich budżet. Reszta – poza terenami stricte zalewowymi: ubezpieczenie płaci dobrowolnie. Każdy kupujący nieruchomość musiałby podpisać zobowiązanie o zapoznaniu się z zagrożeniem i możliwością wykupienia ubezpieczenia (bądź jego obowiązkiem w przypadku niektórych terenów). W przypadku powodzi: jest fundusz – czy to we współpracy z jakimś PZU czy innym ubezpieczycielem, czy też bez zewnętrznych podmiotów. Oczywiście boję się, że po 5 latach działania administracja funduszu zjadałaby 80% pozyskiwanych środków, jak to tutaj bywa. Byłaby pewnie centrala, oddziały terenowe, biura gminne i miliony innych wypełniaczy papierków. Ale nie uważacie, że takie rozwiązanie byłoby fair wobec całego kraju? Czemu wszyscy mamy się zrzucać? Czy państwo się zrzuca na mnie jak mój pracodawca mnie wypierdoli z pracy? Czy państwo się zrzuca jak dziecko sąsiadowi wybije piłką okno? Ten kraj nawet na in vitro nie chce się zrzucać, a zrzuca się na tych, co z pełną świadomością zagrożenia nie wykupują polis ubezpieczeniowych?

Ale w sumie po co? Przecież kasa na powodzian zawsze się znajdzie, a co roku zawsze można zbić trochę kapitału politycznego. Wiecie o co kaman, premier na pontonie, prezydent na zadupiu, Kaczka w gumiakach na rozlewisku Wieprza, a Miller w czerwonych gumiakach na Bugu. I wszystko się kręci bez zarzutu.

– Jak się panu powodzi

– Aaaa, panie. Nie przelewa się, nie przelewa.

Reklamy
Otagowane , , , ,

13 thoughts on “Jak to w kolejnych wiosennych powodziach kilka miliardów Polska utopi

  1. nortus pisze:

    Fundusz? to przecież narusza moje prawa obywatelskie, moje „chcę a nie muszę”, jak to ktoś ma mi mówić co mam robić z moimi pieniędzmi, etc, etc.
    Przecież to słychać co chwilę w naszej teleogłupialni.

    Zabronić budować na terenach zalewowych? ale ja chcę, ja mogę i koniec. reszta patrz wyżej.
    A później … państwo ma mi dać, ma mi pomóc, ma mi dać nowy dom bo mnie zalało, ma mi ….
    a żeby wcześniej pomyśleć?

    Hmmmm, tego już nie uczą w szkołach.

    Lubię to

  2. Reblogged this on Prawie robi różnicę and commented:
    fd

    Lubię to

  3. …a Piotr Kraśko będzie mógł prowadzić swoim rozemocjonowanym głosem egzaltowaną relację z miejsca: ‚tutaj, TUTAJ, jeszcze GO-DZI-NĘ temu woda sięgała mi do sznurówek, a teraz do górnej gumki podkolanówek! Przybiera na sile. Co będzie za godzinę??’. Mam nadzieję, że nosi kąpielówki na wszelki wypadek 😛

    Wiesz, dziś miałam bardzo podobne refleksje. Spojrzałam za okno na stadion i pomyślałam, kurde, na to jakoś było nas stać, tak? Jakoś pieniądze się wysupłały? Nie wierzę, żeby nie dało się zebrać kasy z Unii na naprawę i utrzymanie wałów. Jak można organizować debilne szkolenia, na których głównie chodzi o wyciągnięcie funduszy na nowy laptop dla jakiejś organizacji, to dlaczego nie da się tutaj?

    Kompletnie nie rozumiem też ludzi, którzy ŚWIADOMIE budują dom lub go kupują na terenach zalewowych. Okej, pewnie są tańsze, ale czy nie można pomyśleć do przodu trochę? W Warszawie znajomi ostatnio pokazywali piękne nowe osiedle, które stoi niemal puste, bo jest polożone na terenie zalewowych i podmokłym,więc już świeże ściany się zapadają. Od czego są jacyś geodeci, inżynierowie?

    Dawno dawno temu, budowano miejscowości owszem, koło rzek, ale na wzgórzach. Warto się zastanowić, dlaczego.

    No i ostatnio uwaga: zawsze gdy przejeżdżam przez Żuławy, zwracam uwagę na tamtejsze wały. Usypali je jeszcze mennonici. I wiecie co – one nadal stoją…

    Lubię to

  4. Kasia pisze:

    po czwarte: czemu ludzie dostają pozwolenia na budowę na terenach zalewowych?

    Lubię to

    • Palpfikszyn pisze:

      Bo nie ma „woli” żeby te tereny wysłaczyć z inwestycji. Poza tym wystarczą wały, regulacja rzek i te tereny będą bezpieczne.

      Lubię to

      • Kasia pisze:

        owszem są możliwości chronienia terenów zalewowych. Ale póki zabezpieczeń nie ma i nie działają, gminy nie powinny dawać takich zezwoleń. W innych krajach jest to bezprawne, orientujesz się jak to wygląda obecnie w Polsce?

        Lubię to

        • Palpfikszyn pisze:

          Nie orientuję się jakie są uwarunkowania prawne i kto odpowiada za zabezpieczanie terenów na większą skalę. Jak się domyślam – technologicznie jest to wykonalne, co potwierdzą na przykład Holendrzy…

          Lubię to

  5. Weż Ty w końcu napraw ten kraj, bo mądrze prawisz! 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

perfumomania

subiektywnie i ze szpileczką o perfumach...

JA SKORPION

There is another world, but inside this one, inside me.

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Introweska

Anomalie życiowe

Panna Maruda vs. Świat

Z życia pracoholika. Krytycznym okiem o korporacyjnej egzystencji i wrażliwej duszy poszukującej szczęścia .

Jak napiszę, to będzie

Opowiadania, e-booki, przegląd wydawniczo-kulturalny. Blog Agnieszki Żak

escaape

into another world

Kulturalna szafa

#czytajkulturalnie

pocichutku

.. kilka słów ..

Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Siupster

Uwaga, Wielki Siu pisze!

cmentarzysko dudsów

by Agata Rutkowska

Book Emperor.

czyli teksty od władcy puszczy.

sztuka prostoty

Blog o wnętrzach, o tym jak wpływają na nasze życie, aby stawało się proste i szczęśliwe.

codziennik

notatki. fotografie. myśli

%d blogerów lubi to: