Jak to jałowa baba w swej rozległej wiedzy o rodzinie nowe regulacje prawne wprowadzić chciała.

Polska pokłóciła się po raz kolejny. Nie pierwszy i nie ostatni, ale chociaż tym razem nie o sprawy tzw. światopoglądowe (choć – tak na marginesie – wciąż ni chuja nie potrafię rozgryźć jak sprawa stricte medyczna może być sprawą światopoglądową w nowoczesnym kraju…) A poszło o handel w niedziele.

Wiecie co? Na początek powiem, że temat ogólnie ze strony praktycznej mało mnie dotyczy i interesuje: pod domem mam niewielki, aczkolwiek dobrze zaopatrzony sklep rodzinny otwarty w piątek, świątek i niedzielę. W każdą niedzielę – i właściwie w każde święto. Co ciekawe: niezależnie od dnia nie zauważam tam jakiegoś niesamowicie wzmożonego ruchu. W niedziele jest tyle ludzi co zwykle, nawet w święta ludzie nie zabijają się, żeby kupić chleb i wódkę. Z drugiej strony, praca w niedziele czasem dezorganizuje moje plany, a to ze względu na fakt, że mam wśród najbliższych osób takie, które w te niedziele pracować czasem muszą. I wiecie co? Ja nawet bym się do tego przyzwyczaił, że w niedziele nie ma opcji kupienia świeżych krewetek czy wyszukanych kawałków mięsa. No i w sumie, jak większość, mam duży dar przystosowywania się do zastanych warunków. Śmieszy mnie jednak argumentacja – zwłaszcza ta z prawej strony – mająca przekonać że ichniejsza racja jest najracniejsza i racjonalnie racją ponad racje.

Żeby od razu było bardziej racjonalnie, tak jak i pan Cieślik z Rzepy to i ja się ustawie po odpowiedniej stronie barykady: tak jak on z przekąsem (skierowanym przeciwko jednemu z posłów, ale wciąż nieco bezczelnym) przyznaje że „działa na zlecenie korporacji watykańskiej” tak i ja od razu stwierdzę, że jakakolwiek próba narzucania mi czegokolwiek w imię religii (jakiejkolwiek, żeby było jasne) uważam za głupotę, zacofanie cywilizacyjne i czarnogrodztwo (nawet nie ciemnogród, lecz prawdziwy czarnogród). Nie trafia do mnie żeby „dzień święty święcić” spisane przez kogoś ponad dwa tysiąclecia temu. Próba „tłumaczenia” starożytnych tekstów na dzisiejszy język wyglądają naprawdę bardziej jak wykopanie z trupa cmentarza i próba resuscytacji nadgniłego ciała niż chęć uregulowania stosunków społecznych za pomocą uniwersalnych prawd i wartości. Ja więc argumentację będę prowadził od drugiej strony tej barykady będąc zaraz o lewactwo oskarżanym. Nic to. Gorzej już bywało.

Panie posłowie i panienki posłanki zgłaszający takowy projekt starają się, na fali niezadowolenia z „ogólnej sytuacji w kraju” (która nie jest zła, popatrzcie na inne kraje) załatwić jeszcze kilka tysięcy głosów. I to jest zrozumiałem, w końcu zadaniem każdej partii politycznej jest przejęcie władzy w kraju i wprowadzenie rządów opartych na własnym systemie wartości. Tu jednak mamy ponadpartyjny blok złożony z prawej i niby centrowej (ale prawicowej) partii rządzącej. Czyli jak? Czyżby oni tym razem rzeczywiście wierzyli w to, co głoszą? Czy tylko zasłaniając się dobrem pracowników i rodziny idą zaparte w imię krzyża?

„Niedziela byłaby jedynym dniem w tygodniu, kiedy drobni polscy przedsiębiorcy nie musieliby konkurować z wielkimi sieciami handlowymi, które wypierają ich z rynku” – powiedział poseł Żalek nie zauważając, że na tej regulacji skorzystałaby najbardziej… jedna z największych sieci handlowych Żabka – nota bene należąca do zagranicznego funduszu inwestycyjnego. Dlaczego? Bo opiera się nie na swoich punktach jak Tesco czy Biedronka, ale na ajentach: osobach, które na swoje nazwisko zarejestrowały działalność gospodarczą i działają pod szyldem zielonego płaza jako mały podmiot gospodarczy. Przypadek czy skuteczny lobbying? Ach, gdyby być takim jasnowidzem i móc poznać wszystkie powiązania biznesowe polskiej polityki. Ja wiem, że takie zawsze były są i będą, ale czasem chciałbym wiedzieć więcej, niż dla moich uszu przeznaczone…

Wartości pozamerytoryczne, jakimi jest dobro rodziny – podnoszone przez związkowców – są mitem. Umówmy się po raz ostatni: kto z dziećmi na plac zabaw nie chodzi – ten chodzić nie będzie. Kto dziecka do kina nie zaprowadzi w sobotę: ten w niedzielę dupy z domu też nie ruszy. Czy normalni ludzie chodząc do galerii handlowych odciągają dzieci od niedzielnej mszy? Nie sądzę. Kto do kościoła ciągnie: tego galerie handlowe nie zniechęcą. Ci, którzy kościół omijają szerokim łukiem: nie zachęcą się zakazem czy nakazem. Galerie są dla rodzin wygodne bo oferują rozrywkę na przyzwoitym poziomie w relatywnie bezpiecznym otoczeniu: kino, restauracja, lody z dzieciakami, place zabaw, często jakieś akwaria czy inne atrakcje. Panowie posłowie i panienki posłanki chcieliby zamienić współczesne atrakcje na co? Na jesienną chlapę i wypłowiałe wiewiórki. Wnioskodawcy widzą jednak „szansę na ożywienie centrów miast, parków, deptaków i skwerów, z których to coraz częściej ludność w dni wolne wysysana jest do podmiejskich centrów handlowych”. O proszę. Ja jednak widzę inną alternatywę do owych centrów: dzień z telewizją i dzieciaki przed monitorem komputera.

Ja wierzę zapowiedziom specjalistów. Ostatnio widziałem w telewizji wywiad z panem profesorem (pracującym bodajże w PwC) mówiącym, że nawet jeśli ludzie przyzwyczają się do zakupów w soboty i poniedziałki to po pierwsze i tak obroty sieci spadną o kilka procent – co będzie pierwszym powodem do zwolnień, a po drugie duże podmioty wykorzystają ten fakt by pozbyć się nadmiernych ilości kadr a pozostałą pracę rozdzielić między tych, co w niej zostaną. Mówi się o kilkunastu tysiącach zwolnionych bezpośrednio w sieciach plus drugie tyle w gastronomii, która bez napędzających je mas odwiedzających galerie – sama będzie niedzielnie podupadać. Wpływy z handlu się zmniejszają, podatki razem z nimi. Ale PiSowi nic to, liczy się doraźny wynik. Będąc u władzy partia Kaczyńskiego nie zainteresowała się tematem i handlu nie ukróciła (a umówmy się że z bogobojnym wtedy Giertychem i Samoobroną byłaby to czysta formalność). Teraz szuka jeno miejsca, które mogłoby poróżnić jednych od drugich. Tych co pracują w niedzielę z tymi, co w niedziele muszą robić zakupy, tych z małych wsi i miasteczek których taki zakaz nie dotyczy i dotyczyć nie będzie (bo tam takich sklepów w ogóle nie ma) i tych ze średnich i dużych miast.

Więc co? Za czy może przeciw?

Ja jestem przeciw takiej regulacji. Nie, wcale nie dlatego, że będzie mi brakować galerii handlowych i wielkopowierzchniowych sklepów. Dlatego, ze wierzę w to, ze gospodarka jest najlepszym regulatorem i papierkiem lakmusowym wyczulonym na prawa popytu i podaży. Ograniczanie przedsiębiorcom prawa do stanowienia kiedy mogą prowadzić działalność a kiedy nie jest dla mnie pogwałceniem podstawowych zasad gospodarki.

Przeciw, bo wiem, że nas, jako kraju na to nie stać. Wciąż szaleje kryzys i kryzysowe nastroje w całej Europie. Musimy oszczędzać a nie tworzyć prawo, które jeszcze będzie zmniejszało wpływy budżetowe.

Przeciw, bo polskie prawo oddaje każdy przepracowany dzień w ciągu tygodnia. Pracodawca ma obowiązek tak ułożyć plan pracy, by pracująca niedziela była odrobiona.

Przeciw, bo nie lubię hipokryzji rozwodników i dzieciorobów mówiących mi o wpływie niedzieli na stan przeciętnej rodziny. A jeszcze bardziej bezdzietnych, jałowych krzykaczy znających realia polskich rodzin jak nikt inny.

Aha. Szanse na tą nową regulacje są nikłe. Więc i dyskusja… jałowa.

Reklamy
Otagowane , , ,

12 thoughts on “Jak to jałowa baba w swej rozległej wiedzy o rodzinie nowe regulacje prawne wprowadzić chciała.

  1. Kasia pisze:

    Po pierwsze taki ruch nie jest dobry dla gospodarki, a potęgą Polska nie jest i nie stać jej na tysiące kolejnych bezrobotnych.
    Po drugie wszelkie regulacje prawne mające wymusić na ludziach pewne zachowania (czyli w tym przypadku to jak będą spędzać niedzielę ) kojarzą mi się z państwem totalitarnym.

    W Irlandii gdy wejdę do centrum handlowego w niedzielę jest ono pełne rodzin z dziećmi. Ale jak pójdę do parku, zoo czy kawiarni widzę to samo – wszędzie pełno ludzi i rodzin. Tu po prostu nie siedzi się w domu, tylko coś robi całymi tabunami. 🙂

    Nie nauczymy niczego kogoś na siłę. Jeśli w Polsce są takie osoby, które tylko potrafią wałęsać się w niedzielę po hipermarketach, zamknięcie ich w niedziele nie spowoduje że oni nagle będą grać w piłkę w pobliskim parku. Oni zamkną się w domu przed kompem i telewizorem. Jeśli państwu naprawdę należy na rodzinie, to zaczynają tą akcję od dupy strony. Powinni zacząć od promowania rodzinnego spędzania czasu, wspólnego. A jesli jest to rodzinne wyjście na mufinki do centrum handlowego w niedzielę, tak jak w Irlandii, to co w tym złego?

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Właśnie w tym cały problem. Propozycja zmian jest czystą hipokryzją i populizmem, a efekty? Zwiększenie bezrobocia (i to raczej tych uboższych), zwiększone koszty utrzymania państwa (bezrobocie), zmniejszone wpływy (podatki mniejsze). A przyzwyczajeń ludzi nie zmienimy. Jak jest grupa lubiąca window shopping to ona na pewno nie pójdzie z dziećmi na rower ani nie będzie aktywnie spędzać czasu. Tyle po prostu. Nic więcej. Krzewienie takich zachowań – plus dotacje na aktywne uprawianie sportów (bo wszystko strasznie drogie, zwłaszcza sprzęt) to byłby poczatek na odciąganie ludzi od zachowań typu „fast food + galeria”. Cóż, lepiej zakazać, Prościej i efektowniej.

      Polubienie

  2. sirdragon1 pisze:

    Nie zapominajmy o pracownikach infolinii. Też mogę powiedzieć, że ludzie powinni na spacer iść, a nie zawracać głowę 😛

    Polubienie

  3. zebrazklasom pisze:

    ja tam w niedzielę pracować nie znoszę, mam dość błąkających się bez celu ludzi, którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić, biedne dzieci w McDonaldzie pulchne już jak pączki krzyczą że chcą zabawkę numer 5, znudzeni rodzice ziewają ale do wieczora po galerii łażą, żeby chodź jeszcze coś kupili, tylko po co? dzisiaj tylko zwiedzamy, oglądamy, zakupy zrobimy w tygodniu

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Dlatego twierdzę, że można by się przestawić, na brak niedzielnych atrakcji wielkopowierzchniowych… choć z drugiej strony nie lubię jak się mnie ogranicza 😉 A co jak będę chciał frytek z maca? (Tak wiem, trochę abstrakcyjne).

      Polubienie

  4. Właśnie nie rozumiem jednego — dlaczego jest bój wyłącznie o handel?
    Dziewczyna za barem możliwe, że też chce odpocząć. Tak samo wykładowca, bibliotekarz, kasjer w kinie, policjant, kolejarz, pracownik elektrowni, pielęgniarka. Tego nikt z krzykaczy nie zauważa.
    A skoro mówią o dniu świętym, to można iść na kompromis — księża niech pracują tylko w dzień święty, ciekawe, kto wtedy na tym lepiej wyjdzie…

    Polubienie

    • Palpfikszyn pisze:

      Wiesz, o tym nawet nie wspominałem, bo na tym polu nie ma nawet centymetra do dyskusji. Lekarze, tramwajarze, gazownicy, ciepłownie, wielu farmaceutów czy pracowników kin, teatrów, stacji radiowych czy telewizyjnych pracuje także w weekendy. I co? I nic. Handel za to trzeba pogrzebać. Masakra.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

perfumomania

subiektywnie i ze szpileczką o perfumach...

JA SKORPION

There is another world, but inside this one, inside me.

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Introweska

Anomalie życiowe

Panna Maruda vs. Świat

Z życia pracoholika. Krytycznym okiem o korporacyjnej egzystencji i wrażliwej duszy poszukującej szczęścia .

Jak napiszę, to będzie

Opowiadania, e-booki, przegląd wydawniczo-kulturalny. Blog Agnieszki Żak

escaape

into another world

Kulturalna szafa

#czytajkulturalnie

pocichutku

.. kilka słów ..

Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Siupster

Uwaga, Wielki Siu pisze!

cmentarzysko dudsów

by Agata Rutkowska

Book Emperor.

czyli teksty od władcy puszczy.

sztuka prostoty

Blog o wnętrzach, o tym jak wpływają na nasze życie, aby stawało się proste i szczęśliwe.

codziennik

notatki. fotografie. myśli

%d blogerów lubi to: